Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

12.05.2018
sobota

Lud się ucieszył. Politycy wszystkich opcji poszli razem na wódkę

12 maja 2018, sobota,

25 dni. Na oczach wszystkich. W obiektywach kamer. TVP Info odegrała haniebną rolę: podglądała nie w służbie widzów, lecz w innej. Zdrowy, silny, młody człowiek. Taki jak ja, kiedy miałem 15-16 lat, w wakacje, na moment i dla przyjemności spał trzy, cztery dni – na scenie toruńskiego teatru, w hotelu kolejarzy na stacji Malbork, a nawet w przydrożnym rowie pod Rzeszowem (1967). Zdrowy, dla frajdy, z własnego wyboru, na moment.

Sejmowe matki to supermatki. One nie są na chwilę. Ile w nich determinacji! 85 proc. kobiet, przypominam, zostaje samych, kiedy urodzi się im (jemu i jej) niepełnosprawne dziecko. A kraj katolicki. Boski. Pokolenie JPII i tak dalej.

One walczą o swoje dzieci nie tylko teraz, ale i po. Nie pierwszy raz słyszę: „Chciałabym, by on/ona umarł/umarła pierwszy/pierwsza”. Kto tego nie rozumie? Trudno tę treść zrozumieć?

W 2016 roku od lutego do lipca umierała moja Mama. Wylew, przywrócenie do życia, kilka miesięcy w miarę, ale samodzielna – fizycznie – była jak dwuletnie dziecko. Śmierć. Bez luksusów, nadzwyczajnych zabiegów, normalnie – każdy miesiąc jej życia to było pięć tysięcy. Poza pierwotną inwestycją dla przysposobienia mieszkania. A ja i brat lekarz byliśmy. Jarosław Kaczyński zadłużył się na opiekę nad Matką. Wie, ile kosztuje opieka nad osobą w danej chwili niepełnosprawną.

Która z tych „sejmowych” matek ma pięć tysięcy, jak ja, na opiekę nad swym dzieckiem? Ich dzieci kosztują więcej niż moja Matka i Kaczyńskiego Matka. Muszą kosztować więcej. Rehabilitacja!

NFZ zaproponował mojej Mamie, lat 97, rehabilitację rozpoczynającą się pół roku od chwili, kiedy należało ją rozpocząć. Wynajmowałem prywatnie. Tanio. 90 zł za godzinę. Kaczyński, sądzę, miał zdolność kredytową.

W latach 1990-1991 „udało się” przeprowadzić wielką reformę opieki społecznej. Mało się o niej mówi. Temat „marginalny”. Nie tak nośny jak „Misiewicz”, „afera hazardowa” czy bójka z Rosją. Joanna Staręga-Piasek, wiceminister u Kuronia, była jej autorką. Pamiętam, bo gdy przyszła pierwsza „dobra zmiana” – Jerzy Kropiwnicki w miejsce Jacka Kuronia – stanąłem głupio w jej obronie. Kropiwnicki miał swoją damę. Że bez dorobku – nie miało znaczenia. Zdawało mi się, że solidarność jest ważniejsza od partii. Do dzisiaj widzę to wzruszenie ramion „polityków”. I milczenie ludu.

Od czasu tamtej reformy tkwimy w miejscu. Są już, a nie było ich w 1990 roku, warunki na daleko głębszą liczebnie opiekę w rodzinnym domu. Nie w Domu Pomocy Społecznej. I ona w domu, z reguły, jest lepsza. Choć często potrzebny jest DPS. Ale jeśli tylko pieniądze są przepustką do opieki w domu rodzinnym, psim obowiązkiem społeczeństwa jest zapewnić opiekę w domu rodzinnym.

Owszem, wymaga to służb. Ja, na marginesie, bym je wynajął. Nie do opieki, ale do rozpoznania warunków, sformułowania rekomendacji.

W polskiej polityce? W tym przaśnym zaścianku? Pośród tych liderów? Kogo z nich obchodzi los niepełnosprawnych? Oni patrzą w słupki.

Była kasa. Popłynęła wyborczo. Lud się ucieszył. Do dzisiaj się cieszy. „Politycy” poszli na wódkę.

Przestanie się kiedyś lud cieszyć. Ja to wiem. Lata, lektury, mądrzy przyjaciele, kiedy wzrastałem. Ciekawość świata i jego zmian. Polska polityka. Reaktywna. Żadnego pomysłu na zaś. Żadnego planu. Reagujemy, kiedy musimy. To już było. Lud w 1980 roku powiedział „nie” i znalazł ludzi, którzy byli uczciwi.

Dzisiejsi są uczciwi? Możemy to zmienić? Prawda, tamci mieli zaufanie kogoś takiego jak Lech Wałęsa. Dzisiaj jest Kukiz. Petru. Schetyna. I Kaczyński. Może jednak to przezwyciężymy?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop