Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

19.05.2018
sobota

Otworzyć debatę o partiach to podciąć gałąź, na której siedzą

19 maja 2018, sobota,

Rzesze uczonych za sto lat będą przenicowywać historię Polski przełomu wieków XX i XXI. Będą to robić, żeby zrozumieć, jak to się stało, że społeczeństwo sukcesu odrzuciło właściwie wszystko, co ten sukces warunkowało. Co sprawiło, że Polacy tak się podzielili? Że opluli liderów? Dlaczego zamiast iść do przodu, modernizować się, wracają do tego wszystkiego, co już kiedyś doprowadziło ich do katastrofy? I to bez jakiegoś specjalnie wielkiego wstrząsu, kryzysu, tąpnięcia konsumpcji, niespodziewanie zachwianego bezpieczeństwa. Dla kaprysu. Dlaczego odrzucili paradygmat polityki, który dał im miejsce przy głównym europejskim stole?

Dzisiaj nasze cele i interesy mało kogo interesują. Opowieści naszych władz państwowych – o relacjach międzypaństwowych, o Europie błąkającej się w swoim lewactwie, o narodowej godności, o szczególnej pozycji Polski w regionie – napotykają na wzruszenie ramion. Polacy znów stali się dla Zachodu oryginalni w swoim poczuciu sprawczości. Wrócili do krainy mitów. Zzuli w miarę eleganckie buty, założyli gumiaki. Gdzieś wyparowały szacunek dla odmienności, otwartość, skromność, staranność w budowaniu relacji, empatia. Patrząc na Polskę przez okno telewizji rządowej, różnicę widzi się jak na dłoni. Gdzie ten czas, kiedy lider gospodarczego bankruta raz po raz podrywał z foteli dostojnych senatorów i kongresmenów na posiedzeniu Połączonych Izb Kongresu i Stanów Zjednoczonych? Dziś prezydent Polski błąka się po nadbrzeżnym parku w New Jersey City, zamiast wizytować Biały Dom.

W październiku 2008 roku, kiedy na zaproszenie Lecha Wałęsy wygłaszałem odczyt inaugurujący jego Klub Pojednanie, mówiłem, że mimo wielkich zagrożeń i zbyt małej masy krytycznej Polska osiągnie sukces pod warunkiem, że uda się wypełnić pięć wielkich deficytów: pomysłu na siebie, Europę i swoje miejsce w Europie (inicjatywa i celowość zamiast reaktywności), demokracji, solidarności (wkluczanie w miejsce wykluczania), ludzkiego kapitału i w końcu zaufania do instytucji. Rządziła wtedy Platforma, która właśnie, może w szoku wobec kryzysu instytucji finansowych świata, zaczynała widzieć mroczne perspektywy prymitywnego neoliberalizmu zderzonego z atrofią państwa narodowego oraz konsekwencjami liberalizacji handlu i globalizacji.

Niczego dobrego nie zrobiliśmy od tamtego czasu. Może 500 plus, choć prymitywizm tego narzędzia obnaża jakość całej polskiej polityki. I tych, którzy wcześniej nie chcieli dojrzeć wielkiej rzeszy Polaków wykluczonych od głównego stołu, i tych, którzy potraktowali ich jak mięso wyborcze. Jedni pletli bzdury o łódkach podnoszących się w napełnianym wodą zbiorniku (że wszystkie i równo), drudzy bez wstydu ujawniali swój stosunek do Polaków słowami: „głupi lud to kupi”. Polska polityka ani na jotę nie stała się bardziej celowościowa. Przeciwnie. Głębokość i beznadziejność (symbolika w miejsce realnych interesów) podziału gwarantuje albo autorytaryzm, albo rzucanie się od ściany do ściany. Kontynuację tylko z przypadku. Osobową – chyba że pośród ludzi pozbawionych szczypty godności, a więc mało produktywnych. O demokracji nie ma co mówić. Ani o kapitale ludzkim i zaufaniu. Może trochę o solidarności, ale i tu, poza oczywistym postępem w odniesieniu do najuboższych rodzin z małymi dziećmi (co istotne), reszta zdaje się humbugiem i pustą propagandą.

Polacy podzieleni są jak nigdy od czasu utracenia niepodległości. Pozbawieni celu. Nie wypracowują żadnej wspólnej polityki. Nakarmieni mitami. Uczeni oportunizmu. Których państwo na zewnątrz jest marginalizowane, a dla swoich w połowie obce.

Co robić?

Mówią: najpierw przywrócić to, co było. Przywrócić ład konstytucyjny, praworządność, niezawisłość sądów i ogólniej wymiaru sprawiedliwości. Nie powiem przecież: nie. Należy to zrobić. Jak najszybciej. I może nie najważniejszy, choć wielce ważny nie jest tu kontekst relacji międzypaństwowych i z instytucjami Europy, lecz zagrożenie bezgranicznym chaosem w obrocie prawnym, który za chwilę tak zapętli rozmaite relacje, że nikt tego już nie rozpętli.

Ale jak to robić? Z tymi partiami? Przecież to one wybrukowały drogę PiS-owi. One wykluczały całą tą opowieścią o postkomunie tak samo prawdziwą i nieprawdziwą wobec SLD jak wobec nich samych. Zawsze bliżej im było do narracji o lustracji, IPN, WSI, tzw. żołnierzach wyklętych. One Kościołowi toruńskiemu przeciwstawiały nie państwo nowoczesne, lecz Kościół łagiewnicki. One są kompromitująco uwikłane w zniewalanie kobiet. I, co akurat dla mnie najważniejsze, one bezwstydnie zawłaszczały państwo: najpierw administrację publiczną, potem przedsiębiorstwa.

Tak, PiS nie ma żadnych hamulców, ale to kwestia ilości, a nie zasady. Żadna z mainstreamowych partii opozycyjnych, łącznie z SLD, nie chce słyszeć o rzeczywistej reformie systemu partyjnego. W różnych kontekstach i od różnych stron wracałem do tego tematu. Nikt, żadna partia ani żaden polityk, słowem się nie zająknął. Wolą ciszę, nawet jeśli to jest cisza cmentarna. Otworzyć debatę na ten temat to podciąć gałęzie, na których tłumnie pospołu siedzą. Czuł to jakoś Kukiz, tyle że nie miał ani wiedzy, ani rozumu, ani honoru, kiedy nabierał na swój pokład „narodowców”.

Dziwią się, że tak mało nas chodzących demonstrować sprzeciw wobec demontażu demokratycznego państwa prawa. Dlaczego miałby tam być chłopak czy dziewczyna z trudem przebijający się najpierw do wiedzy (państwo abdykowało swego czasu, jeśli chodzi o edukację, zwłaszcza w sprawie przedszkoli i szkół wyższych), potem otoczeni niepomocnymi instytucjami, kiedy przyszedł czas samodzielności? Co za korzyść mają z wysłuchania mów liderów Platformy, Nowoczesnej i właściwie wszystkich innych? Można słusznie odnieść wrażenie, że te tysiące i dziesiątki tysięcy to tylko tło, a nie partner.

Nic się nie mówi o tym, co doprowadziło PiS do władzy i co ma się zmienić po PiS. Są za to gniew i rozgoryczenie – albo obojętność i emigracja wewnętrzna. Kto wie, czy Kaczyński nie jest, przynajmniej dla niektórych, nie tyle nadzieją na dobro, ile jedyną dostępną formą ukarania tych, którzy utorowali mu drogę do władzy?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Too little too late…

  2. Przeczytałem dwa razy Pański post na temat potrzebie debaty o partiach działających w naszym państwie, które boją się tej debaty, gdyż boją się podcinać gałąź, na której pospołu siedzą. Zgadzam się z każdą tezą Pańskiego felieton. Ważna i potrzebna jest taka powszechna dysputa. Ostatnie zdanie pańskiego tekstu: „Kto wie, czy Kaczyński nie jest, przynajmniej dla niektórych nie nadzieją na dobro, lecz jedynie dostępną formą ukarania tych, którzy utorowali mu drogę do władzy?”. Chyba już jest. Profesor dr. hab. Karol Modzelewski kilkanaście tygodni temu w rozmowie z redaktorem Piaseckim, autorem programu „Piaskiem po oczach” w TVN 24 ,na pytanie dziennikarza o aktualny stan naszego kraju odpowiedział, że trwa od 2. lat budowa państwa policyjnego. To widać, słychać i czuć!

  3. Panie Andrzeju.Z wszystkim się zgadzam ,ale dalej nie kumam o co chodzi.Za dużo naraz w jednym artykule.Stosujmy brzytwę Ockhama.Było tak .Partie prawicowe ,lewicowe i centrowe.U nas ich nie ma .Pomieszanie z poplątaniem.PIS to socjalizm ,w dodatku narodowy i średniowieczny obskurantyzm.SDRP i SLD.Partia cwaniaków ,co to chcieli dobrze żyć ale udzielając się politycznie.Bo niczego innego nie robili.Ale znakomicie stali się prawicą ,gdy przyszło zasypywać dziury związkowców.UW załatwili bangsterzy ,tak jak też Nowoczesną.Przywrócenie ładu konstytucyjnego nie da 500, dla śpiących na podłodze.Bo mają na razie tylko ten kawałek podłogi.Jak debile ich wyrzucą ,zostanie rozpacz.Dramat.Bo gdy złamano demokracje ,nie czas na demokrację i badanie możliwości przejęcia władzy przez skompromitowane partie i ich wodzów.Przykład 1926 r nie wchodzi w grę.To co?Wydaje się ,że z mocy Torunia ,pozwolimy na trwanie czyraka ,który będzie nabierał ropy i kiedyś pęknie.O tym, zdecydują polki sklepowe.?A tragifarsa jest to ,że wlładza opiera się na większości o 6 posłów,po to aby samodzielnie rządzić.Kto z nimi rozmawiał?

  4. Wiem, że nie publikuje już Pan komentarzy, ale tu nie mogę się powstrzymać.

    Dlaczego nie biorę udziału w marszach KOD?
    Wyjaśnienie poniżej, jako że w pełni podzielam zawarte tu treści:

    Po pierwsze, bo: https://antyliberalny1.blogspot.com/search?q=przyjazne
    (Napisane w opozycji do realnej polskiej rzeczywistości pod rządami koalicji PO-PSL)

    Po drugie, bo: https://antyliberalny1.blogspot.com/2017/10/sukces-czy-porazka-po-27-latach.html
    (Refleksje po 27 latach od transformacji ustrojowej)

    Po trzecie, bo:
    https://antyliberalny1.blogspot.com/2018/01/tak-to-widze.html
    (Odpowiada na pytanie: skąd rewolucja PiS?)