Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego Emerytowany demokrata - Blog Andrzeja Celińskiego

17.06.2018
niedziela

Finansowanie studiów, czyli głos na temat tzw. reformy Gowina

17 czerwca 2018, niedziela,

Uprzedzam: to jest baaaardzo długi tekst).

Studiuje w Polsce grubo ponad półtora miliona ludzi. Dwie trzecie za to płacą. Czyli milion. Jest o kim mówić? Na lepszych, na ogół publicznych uczelniach (jest kilka uczelni niepublicznych i jeden uniwersytet, które uzyskują wysokie lokaty w rankingach, ale jest też ponad setka takich, które są jak kebab), dla studenta tańszych, studiuje młodzież zasadniczo zamożniejsza. Na droższych, na ogół słabszych – mniej zamożna. Już to jest nonsensem. System finansowania szkolnictwa wyższego jest jawnie nieefektywny. Zwłaszcza jeśli wiązać go z jakością. Premiuje gorszy produkt. Sprzyja obniżaniu rangi dyplomu. Buduje złudne nadzieje. Już to uzasadnia wysiłek na rzecz zmiany.

Powinno być oczywiste (chyba nie jest), że w jakiejkolwiek zmianie, zwłaszcza firmowanej przez rząd, kwestia finansowania studiów jest centralna. Szczególnie kiedy wiązać ją z zagadnieniem cywilizacyjnym, czyli wartością kapitału ludzkiego, dla stabilnego rozwoju – najistotniejszego z kapitałów.

Rozwój kierunków kształcenia nie ma związku z długookresową prognozą rynków pracy. Państwo nie zajmuje się gorliwie prognozowaniem rynków pracy i dostosowywaniem polityki finansowania uniwersytetów do przewidywanych potrzeb pracodawców. Związki szkół wyższych z potencjalnymi pracodawcami są słabe. Brak instrumentów finansowych. Wciąż widać mur oddzielający uczelnie publiczne od niepublicznych. Mimo że jedne i drugie kształcą ludzi. Dają dyplomy.

Nieswojo się czuję, wspominając oczywistości. Paździerzowa proza codzienności nakazuje jednak te banalne kwestie przypominać. Już to powoduje, że propozycja ministra nauki i szkolnictwa wyższego powinna stać się istotnym impulsem dla debaty, w której nie może zabraknąć jakiegokolwiek istotnego głosu: prezydentów, partii, pretendentów i obywateli. Chcę swoje trzy grosze w to włożyć.

Samą koncepcję przedstawiam prosto. Drogi prowadzące do jej aplikacji nie są proste. Wymagają studiów, obliczeń, porównań, licznych konsultacji (głównie dla prognozy skutków społecznych i finansowych, ale także dla uzyskania zrozumienia obywateli i w efekcie dla społecznego przyzwolenia). Wdrażanie zmian wymagałoby niespieszności i stałej gotowości do modyfikacji wobec ujawniających się na bieżąco potrzeb i zagrożeń, które ujawnią się dopiero wtedy, kiedy reformę się zacznie. Projekt wykracza poza horyzont jednej kadencji parlamentu. Kiedyś jednak należy zacząć.

Cele:
– Wzmocnienie szans nauki na poziomie uniwersyteckim dla młodzieży, dla której jedyną przyczyną niepodejmowania studiów jest brak pieniędzy.
– Stałe, sukcesywne, coroczne zwiększanie środków publicznych w systemie finansowania nauki na poziomie wyższym.
– Utworzenie instrumentu celowego i sprawiedliwego rozdziału środków publicznych na szkolnictwo wyższe.
– Konkurencyjny rynek edukacji. Wzmocnienie wysoko pozycjonowanych jednostek edukacyjnych (uczelni, wydziałów, kierunków) przez wzrost przychodów pochodzących od studentów.
– Stworzenie instrumentu premiowania jakości nauczania.
– Ściślejsze powiązanie uzyskiwanych przez studentów wyników z wysokością finansowego zaangażowania państwa.
– Zwiększenie mobilności studentów. Internacjonalizacja studiów.
– Zapobieganie drenażowi pieniędzy publicznych do bogatszych państw.
– Stworzenie instrumentu długookresowej polityki zatrudnienia i rozwoju kadr o wysokich i użytecznych dla Polski kwalifikacjach.
– Uzyskanie weryfikowalnego instrumentu realizacji deklaracji bolońskiej w kwestii standardów jakości nauczania.

Warunki i założenia:
1. Uniwersytety, akademie i inne publiczne szkoły wyższe przekształcone zostają w instytucje pożytku publicznego działające na konkurencyjnym rynku usług edukacyjnych.
2. Rynek ten objęty jest procedurami akredytacji na podstawie państwowego systemu standardów. Nie ma różnicy między szkołą publiczną a niepubliczną. Te same standardy. Wszyscy zobowiązani są do inwestowania zysków pochodzących z nauczania we własne fundusze kapitałowe objęte wysokimi kryteriami bezpiecznego inwestowania środków (endowments). Fundusze te tworzą z czasem bazę finansową dla rozwoju uczelni. Zyski kapitałowe z tych funduszy będą mogły być wydatkowane jedynie na rozwój uczelni i budowanie własnych systemów kredytowo-stypendialnych.
3. Budżet państwa finansuje pierwszy rok studiów wszystkim chętnym i kwalifikującym się do studiów obywatelom RP (ewentualne progi w maturze). Pierwszy rok studiów jest rokiem kwalifikacji do dalszego etapu studiów. Państwo (albo, lepiej, związek uniwersytetów) prowadzi nie tylko akredytację kierunków nauczania, ale także ustala ich ranking. Specjalny fundusz stypendialny przeznaczony dla zdolnych i jednocześnie niezamożnych studentów wspomaga ich studia na wysoko akredytowanych uczelniach.
4. Uczelnie w ramach swej autonomii prowadzą własną rekrutację dla absolwentów pierwszego roku wedle ustalonych przez państwo, związek uniwersytetów i organizacje studenckie kryteriów. System rekrutacji uczelnianej nie obejmuje laureatów olimpiad przedmiotowych (przy jednoczesnym ich rozwoju), którzy mają prawo swobodnego wyboru. Prawo swobodnego wyboru mają też najwyżej pozycjonowani maturzyści. Jest kwestią polityki ustalenie liczby i proporcji miejsc obsadzanych wedle tego klucza.
5. Wysokość opłat za czesne w szkołach publicznych (przybierających formę instytucji użyteczności publicznej) ustalana jest ze względu na poziom akredytacji uzyskiwanych przez konkretne kierunki studiów lub kombinacje wybranych przez studenta kierunków w przypadku zindywidualizowanych toków studiów.
6. Uczelnie państwowe, będące instytucjami użyteczności publicznej, nie mogą pobierać czesnego i innych opłat za studia wyższych niż ustalone przez MNiSW. MNiSW dysponować będzie funduszem dla wspomagania kierunków szczególnie przez państwo preferowanych. Ich lista i wysokość dotacji odpowiednio wcześnie podawana będzie do informacji publicznej.
7. Uczelnie niepubliczne korzystać będą z tych samych praw i podlegać takim samym rygorom jak uczelnie publiczne.

Trzeba jednak powiedzieć to, co zasadnicze. Jeśli kapitał ludzki uznaje się za najistotniejszy z kapitałów, to nakłady państwa na szkolnictwo wyższe muszą zasadniczo wzrosnąć.

To nie wszystko. Potrzebna jest zmiana systemu finansowania. Proponuję:
1. Wszystkie pieniądze znajdujące się w publicznym systemie finansowania szkół wyższych przeznaczone na opłacenie ich funkcji edukacyjnej tworzą Narodowy Fundusz Kredytowy wyższej edukacji.
2. Korzystać mogą wszyscy studenci, obywatele RP i UE, niezależnie od miejsca wybranych studiów, w tym też ci, którzy studiują poza granicami Polski. Hipoteką jest indeks. Nie ma poręczeń i jakichkolwiek innych zabezpieczeń poza wekslem i zobowiązaniem spłaty po ukończeniu studiów.
3. Fundusz kredytowy dzieli się na dwie części: kredyt dostępny bez jakichkolwiek warunków związanych z dochodami studenta bądź jego rodziny i kredyt dostępny ze względu na ustalony próg dochodowy (kredyt socjalny). Kwestią bieżącej polityki są proporcje oraz wprowadzenie progów kwalifikacyjnych zapewniających bezwarunkowe kredytowanie studiów kredytem socjalnym (dla premiowania najzdolniejszych i najbardziej wytrwałych).
4. Oprocentowanie kredytu wynosi równowartość aktualnej stopy inflacji. Państwo ponosi koszty administrowania funduszem.
5. Transze kredytu wypłacane są co miesiąc, zgodnie z ustalonym harmonogramem studiów. Zawieszeniu ulegają wypłaty transz kredytu na czas powtarzania semestru albo roku, chyba że zwłoka (jakiś limit czasu powinien być określony) spowodowana jest usprawiedliwionymi regulaminem przyczynami.
6. Spłata kredytu zaczyna się rok po ukończeniu studiów i jest trzykrotnością czasu pobierania kredytu.

I clou propozycji! Bezpośrednio przed terminem rozpoczęcia spłaty kredytu następuje częściowa lub całościowa zamiana kredytu w stypendium.
1. Zamiana kredytu w stypendium jest głębsza albo płytsza, albo obejmuje całość kwoty kredytu wraz z odsetkami w zależności od kilku ważonych czynników. Tymi czynnikami są: osiągnięte wyniki, terminowość, kierunek studiów (jego trudność i zapotrzebowanie rynku pracy zawczasu oceniane przez MNiSW), miejsce podjęcia pracy (np. wyjazd za granicę, wyjazd na tereny ubogie ludzi o określonych kwalifikacjach zawodowych na określony z górą czas i podjęcie tam pracy), rzeczywiście poniesione koszty czesnego. Istotne jest, żeby wszystkie warunki określające przewidywaną głębokość zamiany kredytu w stypendium były zawczasu (czyli przed podjęciem studiów) określone.
2. Wszystkie środki uzyskiwane ze spłaty kredytów zasilają w ustalonej zawczasu proporcji Narodowy Fundusz Kredytowy i uczelniane fundusze kapitałowe uczelni kredytobiorcy (ustalić należy wagi oceniania wkładu określonych uczelni w przypadku mobilności studenta pobierającego naukę w więcej niż jednej uczelni).
3. Wprowadzeniu tego systemu towarzyszy zacieśnienie i uszczegółowienie systemu akredytacji kierunków. Powinno się zmierzać do powiązania wysokości czesnego z poziomem referencyjnym kierunku studiów określonej uczelni.
4. Określa się warunki, które powodują umorzenie kredytu w całości albo części niezależnie od procedury konwersji kredytu w stypendium po ukończeniu nauki (np. śmierć kredytobiorcy, choroba uniemożliwiająca uzyskanie wcześniej przewidywanych zarobków). Być może umorzenie następować powinno jedynie wówczas, kiedy państwo wyczerpało możliwości sprawiedliwego postępowania wobec osoby kredytobiorcy zaskoczonej okolicznościami nie od niej zależnymi i trudnymi do przewidzenia. Moja koncepcja reformy wymaga wielkiej, uwzględniającej rozmaite istotne drobiazgi pracy. Skutki reformy widoczne będą po latach. Konkurencja międzynarodowa na europejskim, ale i światowym rynku pracy wymusi i na nas zmiany finansowania studiów. Produkty nauczania, podobnie jak produkty kultury, mają szczególne znaczenie dla rozwoju wielkich społeczności.

To jest mój głos w dyskusji na temat „reformy Gowina”.

I na koniec: edukacja i kultura to szczególne domeny. Tam prawa rynku są istotne, ale są też zabójcze. Bo co znaczy rynek? Wymusza m.in. duszenie kosztów. Co to znaczy dla kultury? Dla edukacji? Gorszy produkt. Ja próbuję te dwie sprzeczności uwzględnić systemowo. Gowin, zdaje mi się, próbuje, ale się boi. Tymczasem mamy brak pieniędzy. Zagrożenie autonomii. Dobre, ale niejasne perspektywy wzmocnienia jakości. Mało. Jak na nasze ambicje – po prostu nic. Politykom powinno zależeć, by społeczeństwo i państwo było możliwie obficie zasilane wiedzą, rozwiniętymi talentami i nabytymi umiejętnościami obywateli.

Będzie korzystne dla szans konkurencyjnych Polski i dla sprawiedliwego dostępu do nauki młodego pokolenia Polek i Polaków, abyśmy we właściwym czasie i opierając się na własnych potrzebach, rozpoczęli zmiany systemu finansowania edukacji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 80

Dodaj komentarz »
  1. Panie Ministrze,
    Cieszę się, że podjął Pan temat konieczności reformy polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego. Oto moje, na kolanie napisane, z braku czasu, uwagi do pańskich propozycji:
    1. Bezpłatne studia nie zachęcają do poważnego studiowania. Stąd też powinny być one płatne (mowa jest tu więc o czesnym), ale oczywiście nie z góry, a tylko z dołu, czyli z zarobków uzyskiwanych po ukończeniu studiów. Plusem by było wtedy to, że mało kto, poza potomstwem naprawdę bogatych rodziców, wybierałby kierunki humanistyczne, po których, jak wiadomo, pracy nie ma, a które sporo jednak kosztują dziś polskich podatników.
    2. Generalnie, to powinno się też zamknąć w Polsce jakieś 90% prywatnych uczelni wyższych, które są od dawna już tylko sklepami handlującymi dyplomami oraz wszystkie PWSZ, a prowincjonalne uniwersytety i politechniki, powstałe, powiedzmy po roku 1980, przemianować na Wyższe Szkoły Zawodowe, np. ekonomiczne, inżynierskie, nauczycielskie, rolnicze, morskie etc.
    3. Dalej – nie ma w realnym kapitalizmie czegoś takiego jak „fundusze kapitałowe objęte wysokimi kryteriami bezpiecznego inwestowania środków” – albo ponosi się ryzyko i ma czasami zysk, albo nie ponosi się ryzyka, ale wtedy to należy zapomnieć o jakimkolwiek zysku.
    4. Jestem także za egzaminami wstępnym na wyższe uczelnie oraz za wprowadzeniem roku wstępnego, mającego za zadanie eliminację tych, którzy się na studentów nie nadają. Jeśli założymy, że tak samo jak rozkład inteligencji jest normalny, to normalny jest też rozkład predyspozycji do studiów wyższych, to przekonamy się, że na studia wyższe nadaje się co najwyżej jakieś 10% populacji, a to oznacza konieczność radykalnego zmniejszenia ilości studentów i co za tym idzie zamknięcia większości funkcjonujących obecnie wyższych uczelni. Pozostaje tylko problem ich kadry, ale dobry naukowiec znajdzie pracę, a zły niech się lepiej przekwalifikuje. Ostatecznie, mamy znów w Polsce i to od roku 1990, kapitalizm realny.
    5. Co do stypendiów, to one też powinny, tak jak czesne, zostać spłacone po podjęciu pracy przez absolwenta. Oczywiście, stypendia te i koszt studiowania czyli czesne może spłacić firma zatrudniająca absolwenta, ale powtarzam firma, a nie urząd państwowy, bo wtedy to taki kredyt spłacaliby znów podatnicy.
    6. Rynek wymusza kontrolę nad kosztami a nie ich „duszenie”. Kosta „duszą’ tylko marni księgowi, niemający pojęcia o biznesie. Dobry menadżer koszta zaś kontroluje, ale nie wacha się ich ponieść, jeśli widzi w tym sens np. w postaci przyszłych zysków.
    7. Na koniec – niestety, ale od roku 1990 to polskim politykom nie zależy, by społeczeństwo i państwo było możliwie obficie zasilane wiedzą, rozwiniętymi talentami i nabytymi umiejętnościami obywateli. Jak to już pisałem, polska nauka ucierpiała na bojkocie ze strony tzw. Zachodu w latach 1980tych, ale została ona dobita przez Balcerowicza, który zarządził w roku 1989, aby technologię i wyroby wysokiej technologii (high tech) kupować na Zachodzie i nakazał tym samym zamknięcie polskich fabryk półprzewodników, w tym mikroprocesorów oraz generalnie likwidację polskiego przemysłu i elektronicznego i informatycznego a więc też i polskiej myśli technicznej i nauki w znaczeniu science, czyli nauki prawdziwe (ścisłe), na których opiera się myśl techniczna. Polska nauka nie funkcjonuje więc od lat i dopóki Polska nie odzyska niepodległości, czyli wyjdzie ze struktur NATO i UE, dopóty polska nauka nie ma szansy na ponowne zaistnienie, jako że najbardziej rozwinięte państwa, które kontrolują NATO i UE, nie są przecież zainteresowane tym, aby w Polsce wyrósł dla nich poważny konkurent na rynku wyrobów wysokich technologii (high tech).
    Serdecznie pozdrawiam
    lech.keller(at)gmail.com

  2. Panie Ministrze,
    Niestety, ale w Polsce nie ma dziś już naukowców, a są tylko, pasożytniczy zresztą, pracownicy pseudo-naukowi. Stąd też uważam, iż rząd RP powinien zamknąć na jakieś co najmniej 20 lat wszystkie obecne polskie wyższe uczelnie, a po zweryfikowaniu ich studentów, umożliwić tym, którzy przeszli by przez odpowiednie egzaminy, studiowanie na zagranicznych uczelniach, n.p. fundując im odpowiednie stypendia. W ten sposób, za jednym zamachem, oszczędzili byśmy ponad połowę pieniędzy wydawanych dziś w Polsce, bez większych efektów, na szkolnictwo wyższe, oraz radykalnie podnieślibyśmy poziom absolwentów wyższych studiów, którzy przynieśli by do Polski nie tylko dobrą znajomość języków obcych, ale także aktualną wiedzę, niemożliwą do uzyskania dziś w Polsce. Oczywiście, gwarancją powrotu tych absolwentów do Polski byłoby notarialne podpisane zobowiązanie odpracowania w Polsce co najmniej 10 lat, przy jednoczesnym zapewnieniu przez państwo odpowiednich miejsc pracy dla tych absolwentów, co jednocześnie rozwiązało by problem bezrobocia wśród absolwentów wyższych studiów.
    Oto trochę danych ilustrujących upadek polskiej nauki po roku 1989:
    1. Według nauka.polska.pl to mamy obecnie w Polsce (stan na dzień 21/09/20 godz.14 17) 12842 osób z tytułem profesora oraz 17697 doktorów habilitowanych.
    2. Polska wydaje na naukę ok. 0.4% PKB, dla porównania: USA ok. 1.2%, Korea Płd. Ok. 1.1%, a Japonia i UE jako całość ok. 0.8 swego PKB (smarterpoland.pl),
    3. Polska wydaje na naukę mniej więcej połowę średniej unijnej i około 1/3 tego co w USA.
    4. Polska wydaje per capita na badania co roku 14% tego co USA, a ma wciąż tylko dokładnie zero procent nagród Nobla i medali Fieldsa co USA.
    5. Do polskich Noblistów zaliczono:
    Georges Charpak, born in then Poland (Second Polish Republic), now Ukraine, Physics, 1992
    Roald Hoffmann, born in then Poland (Second Polish Republic), now Ukraine, Chemistry, 1981
    Andrew Schally, born in Wilno, Second Polish Republic (now Vilnius, Lithuania), Medicine, 1976
    Tadeus Reichstein, born in partitioned Poland (Russian Empire), Physiology or Medicine, 1950
    Marie Skłodowska-Curie, born in partitioned Poland (Russian Empire), Chemistry, 1911
    Albert Abraham Michelson born in partitioned Poland (Prussian Empire), Physics, 1907
    Marie Skłodowska-Curie, born in partitioned Poland (Russian Empire), Physics, 1903
    Z powyższej listy tylko Maria Skłodowska była Polką, a reszta ma jedynie formalne związki z Polską, może poza Reichsteinem.
    WNIOSEK: jako iż efekty tych polskich wydatków na naukę są praktycznie żadne, a więc z punktu widzenia ekonomii to najlepiej byłoby zrezygnować w Polsce z owych wydatków na naukę, skoro obecne nic nie dają, a na więcej nas nie jest po prostu stać.

  3. Przestawiam też, w wielkim skrócie, mój program naprawy polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego:
    1. Odstąpienie od państwowego dyplomu licencjackiego/inżynierskiego i magisterskiego/lekarskiego.
    2. Zróżnicowanie szkół wyższych na badawcze i dydaktyczne – te pierwsze powadziłyby głównie badania naukowe i studia doktoranckie, a te drugie studia na poziomie inżyniera/licencjata.
    3. Wymóg interdyscyplinarności kształcenia i badań.
    4. Umiędzynarodowienie uczelni i nauki, a więc nauczyciele akademiccy (w tym obywatele innych krajów) powinni być zatrudniani na podstawie międzynarodowego konkursu. Skład tych komisji konkursowych także powinien być międzynarodowy. Wprowadzenie tego systemu wymaga zaś spójnych procedur nostryfikacji dyplomów. Tam, gdzie jest to uzasadnione, wykłady i seminaria powinny odbywać się w języku angielskim, aby umożliwić studiowanie w Polsce osobom nieznającym naszego języka (obecnie mamy poniżej 1% studentów obcokrajowców).
    5. Likwidacja siatki płac i pensum dydaktycznego oraz wprowadzenie rzetelnej oceny osiągnięć dydaktycznych (w tym oceny dokonywanej przez studentów) i naukowych tak, aby dobra praca była dobrze wynagradzana. Bezwzględnie obowiązywać powinna 6-8 letnia karencja na zatrudnianie na stanowiskach profesorskich osób, które w tej samej uczelni uzyskały stopień doktora.
    6. Likwidacja obecnej procedury nadawania tytułu profesora przez Prezydenta RP.
    7. Habilitacja powinna zostać zastąpiona międzynarodowym konkursem na stanowisko profesora nadzwyczajnego.
    8. Zmiana systemu zarządzania uczelniami – powoływanie i odwoływanie rektora szkoły publicznej przez radę powierniczą, w skład której poza najwybitniejszymi profesorami (niebędącymi reprezentantami poszczególnych wydziałów!) danej uczelni – wchodziliby przedstawiciele ministerstwa właściwego dla szkolnictwa wyższego, a także środowiska naukowego i gospodarczego danego regionu.
    Więcej tu:
    http://wojciech.pluskiewicz.pl/2011/09/diagnoza-stanu-nauki-polskiej.html

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Także – 1. Zarobki naukowców powinny być proporcjonalne do efektów. Jeżeli efekty są, jak w przypadku polskich wyższych uczelni i polskiej nauki, praktycznie zerowe (np. zero nagród Nobla, zero medali Fieldsa, zapaść jeśli chodzi o patenty udzielane polskim naukowcom zagranicą etc.) to te zarobki też powinny być zerowe. Poza tym, to w przypadku humanistyki, podatnicy finansują de facto hobby osób uważających się za naukowców. Każdy by chciał, aby państwo czyli podatnicy finansowali jego hobby, ale zapytajmy się podatników, czyli Polaków z sektora produkcyjnego, co oni o tym myślą.
    2. Jak na razie, to nie brakuje w Polsce chętnych do pobierania owych 1800 zł na rękę (plus w wielu przypadkach 500+). Poza tym, to nie ma się co obawiać masowej emigracji polskich naukowców, gdyż po pierwsze to w ogromnej większości nie znają oni języków obcych w takim stopniu, aby prowadzić zajęcia dydaktyczne i pracę naukową poza Polską, a poza tym, to zagranicą nie ma dziś deficytu naukowców, poza oczywiście deficytem wybitych naukowców, a tacy, jak wiadomo, na kamieniu się nie rodzą i zawsze znajdą pracę zgodną ze swoimi kwalifikacji. My tu zaś mówimy o zwyczajnych, przeciętnych i pod-przeciętnych naukowcach, którzy są wszędzie w ogromnej większości, a na takich, to zagranicą od dawna nie ma już popytu.
    3. Więcej opublikowałem np. tu: http://static.t-code.pl/Keller-Reforma03B.pdf

  6. Teza, że system finansowania odpowiada za jakość kształcenia jest równie nieoczywista w przypadku szkolnictwa wyższego, co w przypadku kultury i ochrony zdrowia.
    Pozostając przy edukacji – edukacja do pułapu maturalnego jest całkowicie bezpłatna, czyli opłacana z podatków, co nie znaczy przecież, że nie ma miejsca na debatę, jak poprawić jakość edukacji na poziomie szkół podstawowych, (gimnazjów) i szkół średnich.
    Która to debata doprowadziła do dwóch zasadniczych reform systemu edukacji w ostatnich kilkunastu latach przy zachowaniu niepodważalnej zasady nieodpłatnej edukacji.

    Propozycja skonstruowania powszechnego systemu kredytu-stypendium przerzuca ciężar odpowiedzialności, dotyczącej prognozowania rynków pracy z państwa na barki studentów.
    Pomysł, że warunki określające przewidywaną głębokość zamiany kredytu na stypendium będą jasne, klarowne i niezmienialne, wydaje się racjonalny, ale po doświadczeniach z „umawianiem się” obywateli z Państwem pod hasłem „OFE” trudny do zrealizowania.

    Oczywiście, że nierówność w warunkach studiowania na uczelniach publicznych i niepublicznych nie znajduje racjonalnego i etycznego usprawiedliwienia, ale nie jest to argumentem przemawiającym za wyposażeniem wszystkich absolwentów w „hipotekę” na początek życia zawodowego. Co najwyżej argumentem za zwiększeniem finansowania ze środków publicznych również uczelni prywatnych (zasada akredytacji).

    Co do efektywności: uważam, chociaż nie zabrzmi to dobrze, że należy się pogodzić, że kilka-kilkanaście procent środków przeznaczonych na dobra tak niewymierne, jak edukacja lub kultura, ulegnie wg różnych arbitralnych kryteriów „zmarnowaniu”.
    Czyli, że część studentów studia porzuci, zmieni kierunek, wyjedzie za granicę, nie podejmie pracy.
    W skali społeczeństwa środków przeznaczonych na ich kształcenie nie uważam za stracone.

  7. Chce Pan odebrac zajecie latajacemu profesorowi Wolenskiemu?, nieładnie tak atakowac kolege, nieładnie, obrazi sie za ten handel dyplomami,

  8. devin 17 czerwca o godz. 23:45 13866
    Mowa o Janie Woleńskim, właściwie Janie Hertrichu-Woleńskim, urodzonym 21 września 1940 w Radomiu? O tym handlarzu dyplomami rzeszowskiej WSIiZ a także, według oficjalnych informacji, polskim filozofie analitycznym, logiku i epistemologu, teoretyku prawdy, filozofie języka, profesorze nauk humanistycznych, nauczycielu akademickim Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie (od roku 2013 profesor, a w latach 2014-2016 prorektor), aktywnym ateiście i syjoniście? Czy wiesz, że był on gorliwym członkiem PZPR od 1965 roku, ale wyrzucono go (ciekawe za co?) z tej partii po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r. W latach 1960-tych był on mocno związany z prorządowym Stowarzyszeniem Ateistów i Wolnomyślicieli a od roku 2007 jest on członkiem Komitetu Honorowego Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Jest on także członkiem założycielem Żydowskiego Stowarzyszenia B’nai B’rith w Rzeczypospolitej Polskiej, a w latach 2007–2012 pełnił on funkcję wiceprezydenta tejże na pół tajnej syjonistycznej organizacji.
    https://en.wikipedia.org/wiki/Jan_Wole%C5%84ski

  9. Teza o tym, że polska nauka przepadła bezpowrotnie w roku 1989 NIE jest jedynie propagandowym sloganem. Tu nie chodzi przecież tylko o rankingi, które w czasach PRL-u były mocno zaniżone dla polskich wyższych uczelni, podobnie jak i dla radzieckich. Po prostu polscy naukowcy nie mogli wówczas publikować na Zachodzie wszystkich wyników swoich badań, gdyż były one często objęte tajemnicą wojskową (np. Kaliski). Komunistów ta sytuacja oczywiście zadowalała, gdyż ważniejsze były dla nich zbrojenia niż lokaty polskich wyższych uczelni w rankingach, jako że nauka nie była wówczas w Polsce skomercjalizowana.
    Zgoda, w Polsce wydaje się dziś mało na naukę, ale problem leży w tym, że bez własnego przemysłu, szczególnie zaś bez przemysłu wysokich technologii (high tech) nie ma też mowy o rozwoju państwa, jako że poziom rozwoju państwa zależy od poziomu rozwoju nauki i wyższych uczelni, a ten z kolei jest wysoko skorelowany z poziomem rozwoju przemysłu i wynika z potrzeb przemysłu, szczególnie zaś w/w przemysłu wysokich technologii (high tech). Wynika z tego, że samo zwiększenie nakładów na naukę nic nie da, jeśli nie będzie zapotrzebowania na badania naukowe ze strony własnego przemysłu. Doskonałym przykładem są tu obie Koree, które nie rozwijają nauki dla samego tylko rozwoju nauki i dla zadowolenia swojej profesury, ale jako część planu industrializacji, w tym budowy własnego przemysłu wysokich technologii (high tech). Różnica miedzy Koreami jest tylko taka, że na północy rozwija się naukę i przemysł w celach głównie militarnych, a na południu także w celach komercyjnych i że południe ma poparcie, głównie finansowe, ze strony Zachodu a przede wszystkim USA.
    Balcerowicz przecież rozłożył polską naukę, oświadczając, że licencje a generalnie technologię oraz wyroby wysokich technologii (high tech) taniej kupimy zagranicą i to samo twierdzą dziś australijskie i zapewne także i kanadyjskie elity władzy. „Liberalne” USA dotują zaś swój własny przemysł, głównie zresztą zbrojeniowy, z powodów na 100% militarno-politycznych, jako że bez własnej nowoczesnej broni USA przestały by być globalnym mocarstwem. W przypadku Australii czy Kanady problemem jest więc także to, jak w przypadku Polski – zależność od zagranicznego kapitału – patrz np. deindustrializacja Australii, która musi pociągnąć za sobą upadek tamtejszej nauki i tamtejszego szkolnictwa wyższego a więc i w nieco dłuższym okresie czasu także i upadek tamtejszej gospodarki do poziomu typowego kraju III świata. Naukę trzeba bowiem uprawiać dobrze, czyli na poziomie światowym a nie krajowym. To, że ktoś jest najlepszy w polskiej nauce oznacza bowiem, że jest w piątej setce na świecie. A w takiego nie warto jest ładować pieniędzy, takiego nie warto jest wysłać na naukowy odpowiednik olimpiady czy nawet mistrzostw świata. Jeżeli zatrudniamy zagranicznych trenerów (skoki, piłka kopana etc.), to dlaczego nie zatrudnimy zagranicznych rektorów i dziekanów, aby zreformowali oni nasze czołowe wyższe uczelnie, aby postawili je wreszcie na poziomie światowym? Wyraźnie jest bowiem widać, że polscy naukowcy tego nie potrafią. Mieli na to prawie 30 lat i wszystkie te lata zmarnowali, a polska nauka wciąż idzie w dół w światowych zestawieniach. Jeżeli chcemy mieć Noble, to musimy zatrudnić w Polsce Noblistów. Nie ma innej drogi. W realnym kapitalizmie nic nie ma bowiem za darmo – „There is no such thing as a free lunch” – Robert Heinlein w „The Moon Is a Harsh Mistress” (1966) oraz Milton Friedman „There’s No Such Thing as a Free Lunch” Open Court Publishing Company, 1975.

  10. Mamy dziś w Polsce tak jak w opowiadaniu C. M. Kornbluth’a p.t. „Czarna walizeczka” ze zbioru p.t. „Rakietowe Szlaki” (1958). Mamy więc w Warszawie i na tzw. prowincji całe „wyższe uczelnie”, gdzie żaden ze studentów nie jest już w stanie poprawnie i płynnie przeczytać wyrazu trzy sylabowego; “uniwersytety”, gdzie z tradycyjną pompą nadawane są tytuły magistrów stenografii, doktorów (habilitowanych) „filozofii kartotek” i kandydatów (doktorów „zwyczajnych”) „teczkowania archiwalnego”. Następnie będzie tak jak u mistrza Lema, który już w czasach PRL-u wiedział, że z powodu postępów automatyzacji, w tym robotyzacji i komputeryzacji, niedługo roboty wykonają niemalże KAŻDĄ pracę taniej, szybciej i lepiej (jakościowo) niż ludzie, a ten moment przecież nadchodzi (poczytajmy o sztucznej inteligencji czyli AI), a to z kolei znaczy, że ludzie staną się zbędni, skoro nawet pracę twórczą lepiej wykonają za nich roboty. Ergo płace dla ludzi będą zerowe niezależnie czy w Indiach czy też w Szwajcarii. Rozwiązaniem będzie wtedy tylko albo pozbycie się tych zbędnych ludzi (jak u mistrza Lema na planecie nomen men Indiotów – patrz jego „Dzienniki gwiazdowe”) albo tez bezrobotnym rzeszom będzie się wypłacać dożywotnie zasiłki czyli inaczej tzw. bezwarunkowy dochód obywatelski, o czym pisze Redaktor Woś w swym blogu. Ale nawet ten bezwarunkowy dochód obywatelski też nie rozwiąże przecież do końca problemu bezrobocia technologicznego, jako że ci bezrobotni potrzebować będą jakiegoś celu w życiu, a ten dożywotni zasiłek im go przecież nie zastąpi. I to jest realny problem, z którego, mam nadzieję, Redakcja „Polityki” zdaje sobie sprawę.

  11. Studia .Po co w bolszewii?Gdyby pan Wolszczan nie studiowałi odkrył jako pierwszy planetę po za naszym układem żyłby spokojnie w ojczyźnie.Ale musiał udać się na banicje, bo bolszewiia posądziła Go o agenturę.Aby było śmieszniej pan od nadawania do ubecjii jest ambasadorem?A inny ,mgr sztuki ,,agent bezpieki prowadzi odsłonięcie pomnika prezydenta wszech czasów.Ostatnio pokazywali ,że naród coraz mniej mądry ,a mgr coraz więcej.Einstein powiedział prawdę ,nie wiedza a intuicja się liczy.Bo czy pani Piotrowicz ,ucząca naszą młodzięż ma intuicje ,że czas jej partii też się skończy ,jak dziś skończyła się kariera pogromcy koni Arabskich.Studia za kasę to błąd.Bo nie dorośliśmy do zwyczajów zachodnich.Nas zaczeło 120 ,a skończyło 25 ,.w czasach komuny.Bo profesorowie byli z innej a nie pawłowickiej półki.

  12. Nie Piotrowicz -,to inna bajka -a Pawlłowicz.Przepraszam obie persony prezesa.

  13. Jak o finansowaniu, to jeszcze to: Uważam, że nie powinno być zasiłków dla bezrobotnych, a tylko odszkodowanie od państwa za to, że owo państwo nie potrafiło zapewnić swojemu obywatelowi pracy. Oczywiście, takie odszkodowanie, w wysokości powiedzmy 80% ostatnich zarobków, ale nie mniej niż płaca minimalna, powinno wypłacane tylko do momentu, kiedy państwo zapewni swojemu obywatelowi pracę zgodną z jego kwalifikacjami albo też zapewni mu przeszkolenie w innym zawodzie połączone ze stypendium w wysokości powiedzmy 80% ostatnich zarobków i co najmniej minimalnej płacy, a wypłacanego przez okres przeszkolenia i szukania pracy po przeszkoleniu.
    Więcej zaś tu: http://next.gazeta.pl/next/7,156830,23526815,w-polsce-zasilek-dla-bezrobotnych-do-jalmuzna-ktora-skazuje.html#BoxBizLink

  14. Widzę, że nikt nie ma zastrzeżeń do moich propozycji…

  15. @jakowalski – 18 czerwca o godz. 17:49 13875

    „Oczywiście, takie odszkodowanie, w wysokości powiedzmy 80% ostatnich zarobków, ale nie mniej niż płaca minimalna, powinno wypłacane tylko do momentu, kiedy państwo zapewni swojemu obywatelowi pracę zgodną z jego kwalifikacjami albo też zapewni mu przeszkolenie w innym zawodzie połączone ze stypendium w wysokości powiedzmy 80% ostatnich zarobków i co najmniej minimalnej płacy, a wypłacanego przez okres przeszkolenia i szukania pracy po przeszkoleniu.”

    „Każdy by chciał, aby państwo czyli podatnicy finansowali jego hobby, ale zapytajmy się podatników, czyli Polaków z sektora produkcyjnego, co oni o tym myślą.”

  16. Programista 19 czerwca o godz. 10:07 13884
    1. Napisałem wyraźnie – praca albo przekwalifikowanie a nie demoralizujący zasiłek.
    2. Czy jesteś za czy przeciw finansowaniu czyjegoś hobby przez podatników? Ja też bym chciał, aby podatnicy finansowali moje hobby, np. wyjazdy studyjne do egzotycznych krajów (Ameryka Łacińska, Azja Południowo-Wschodnia) w celu analizy porównawczej tamtejszych systemów transportu szynowego. Traktuję to jako moje hobby, mimo że ma ono spore zastosowanie praktyczne. A obecnie to polscy i unijni podatnicy finansują takie programy „badawcze” jak np. „Kontakty pomiędzy szlachtą polska i portugalską w XVII wieku” czy też „Obyczaje warszawskich gejów w latach II Rzeczypospolitej”.

  17. @jakowalski – 19 czerwca o godz. 10:27 13885

    Szanowny Pan naprawdę nie sprzeczności we własnych wypowiedziach!
    Przecież pragnienie by państwo zapewniało, szkoliło i wypłacało to też pewnego rodzaju hobby. Dlatego też najpierw trzeba by „zapytać się podatników” czy zgodzą się finansować coś takiego.

  18. programista 19 czerwca o godz. 10:45 13886
    Tu nie ma żadnej sprzeczności. Odróżnij też prywatne hobby od pożytecznej pracy na rzecz społeczeństwa. Państwo przecież pobiera podatki od swoich obywateli, a dodatkowo od ludzi pracy ściąga składki na fundusz ubezpieczeń społecznych. Tak więc państwo, które pobiera od swoich obywateli podatki, ma wobec nich obowiązki, w tym szczególnie ma im ma zapewnić pracę, która przynosi pożytek Narodowi (najlepiej w sektorze produkcyjnym), a nie wypłacać im pieniądze za nic nie robienie, gdyż jaki sens ma szukanie pracy w warunkach, gdy jej po prostu nie ma? Zrozum, że burżuazyjne państwo toleruje bezrobocie jako środek do kontroli płac a więc płaci bezrobotnym zasiłki, zamiast zapewnić im pracę, gdyż bez bezrobocia, to ludzie pracy domagaliby się wyższych płac, co oznaczałoby przecież niższe zyski dla kapitalistów. Niestety, ale burżuazyjne państwo działa w interesie kapitału, a nie w interesie ludzi pracy, a więc wypłaca bezrobotnym zasiłki, które formalnie nazywają się np. „job search allowance”, aby tym samym spacyfikować bezrobotnych. Wypłacanie zasiłków jest bowiem tańsze niż tworzenie miejsc pracy i utrzymywanie znacznych sil policyjnych, niezbędnych dla utrzymania władzy przez burżuazję w sytuacji, gdyby nie było owych zasiłków. Tak więc zasiłki są płacone przez burżuazyjne państwo nie z „dobrego serca”, a tylko z zimnej, ekonomicznej kalkulacji. Niemniej demoralizują one bezrobotnych, a więc ja jestem za tym, aby wprowadzić znów do Konstytucji prawo do pracy, a nie do zasiłku, który powinien być wypłacany jak najkrócej. W Konstytucji powinno być, że państwo ma obowiązek zapewnić każdemu bezrobotnemu pracę w ciągu miesiąca albo w tym czasie skierować go na przeszkolenie, wypłacając mu w tym czasie nie zasiłek, a stypendium, z funduszu ubezpieczeń społecznych. Moja propozycja uniemożliwi więc powstawanie subkultury bezrobocia oraz obszarów biedy, w tym slumsów. Nie rozumiem więc, jak można być przeciwko mojej propozycji, chyba, że się jest sadystą albo anarchistą.

  19. programista 19 czerwca o godz. 10:45 13886
    A co masz do POwiedzeia w temacie tego wątku?

  20. @jakowalski – 19 czerwca o godz. 11:18 13887

    „Odróżnij też prywatne hobby od pożytecznej pracy na rzecz społeczeństwa.”

    Otóż to!
    Jak odróżnić „pożyteczną pracę na rzecz społeczeństwa” od jakiejś prywatnej rozrywkowej działalności? Oraz od działalności, którą jakiś ideolog uważa za „pożyteczną” wbrew działaniom reszty społeczeństwa?
    Szanowny Pan pragnie by urzędnicy zapewnili pracę bezrobotnym, zgodną z ich kwalifikacjami – to przecież wypisz wymaluj propozycja stworzenia Tęczowego Pałacu dla Indiotów.

  21. programista 19 czerwca o godz. 10:45 13886
    Na koniec – jestem też za eliminacją pozornego zatrudnienia, czy to w sektorze państwowym (większość urzędników, sędziów, prokuratorów, policjantów czy wojskowych) czy też prywatnym (też większość urzędników w korporacjach, marketingowcy, większość osób zatrudnionych w sektorze finansów, większość prawników etc.). Jest bowiem sporo do zrobienia zarówno w sektorze infrastruktury fizycznej (budowa, modernizacja i eksploatacja domów mieszkalnych, dróg, kolei etc.) jak też w dziedzinie edukacji i opieki nad dziećmi, staruszkami i osobami niepełnosprawnymi. Niestety, ale kapitalistyczna pogoń za zyskiem powoduje, że z jednej strony mamy rzesze bezrobotnch, które są tak naprawdę kilka razy większe, niż to podają oficjalne statystyki, a z drugiej mamy zaniedbaną i niedorozwiniętą infrastrukturę, w tym brak mieszkań oraz brak ludzi do opieki nad dziećmi, staruszkami i osobami niepełnosprawnymi.

  22. Programista 19 czerwca o godz. 11:34 13889
    1. Praca pożyteczna to jest taka, która zwiększa dobrobyt Narodu. Pożyteczna jest więc prawie każda praca produkcyjna, poza produkcją broni, używek etc. oraz pożyteczną jest praca w dziedzinie oświaty, szczególnie zaś elementarnej i średniej, praca w sektorze opieki nad dziećmi, staruszkami i osobami niepełnosprawnymi etc. Rozrywkowa działalność też jest pożyteczna, jako że zwiększa ona ogólne poczucie szczęścia.
    2. Jestem za tym, aby państwo zapewniło bezrobotnym pracę, zgodną z ich kwalifikacjami, albo ich przekwalifikowało, a nie aby ich fizycznie eliminowało. Widzę, że nie pojąłeś aluzji zawartej w opowiadaniu Lema, które jest przecież, jakże dziś aktualnym, ostrzeżeniem przed problemami, jakie rodzi bezrobocie technologiczne w warunkach wysoko rozwiniętej technologii – tu konkretnie informatyki i robotyki oraz AI.
    3. Jestem też za tym, aby z podatków nie finansować tego, co jest w oczywisty sposób czyimś hobby, a więc np. „badania” nad kontaktami pomiędzy szlachtą polską i portugalską w XVII wieku czy też obyczajami warszawskich gejów w latach II Rzeczypospolitej.

  23. Programista 19 czerwca o godz. 11:34 13889
    1. Praca pożyteczna to jest taka, która zwiększa dobrobyt Narodu. Pożyteczna jest więc prawie każda praca produkcyjna, poza produkcją broni, używek etc. oraz pożyteczną jest praca w dziedzinie oświaty, szczególnie zaś elementarnej i średniej, praca w sektorze opieki nad dziećmi, staruszkami i osobami niepełnosprawnymi etc. Rozrywkowa działalność też jest pożyteczna, jako że zwiększa ona ogólne poczucie szczęścia.
    2. Jestem za tym, aby państwo zapewniło bezrobotnym pracę, zgodną z ich kwalifikacjami, albo ich przekwalifikowało, a nie aby ich fizycznie eliminowało. Widzę, że nie pojąłeś aluzji zawartej w opowiadaniu Lema, które jest przecież, jakże dziś aktualnym, ostrzeżeniem przed problemami, jakie rodzi bezrobocie technologiczne w warunkach wysoko rozwiniętej technologii – tu konkretnie informatyki i robotyki oraz AI.
    3. Jestem też za tym, aby z podatków nie finansować tego, co jest w oczywisty sposób czyimś hobby, a więc np. „badań” nad kontaktami pomiędzy szlachtą polską i portugalską w XVII wieku czy też obyczajami warszawskich gejów w latach II Rzeczypospolitej.

  24. @jakowalski – 19 czerwca o godz. 12:03 13891

    „Praca pożyteczna to jest taka, która zwiększa dobrobyt Narodu.”
    A praca która zwiększa dobrobyt Narodu to praca pożyteczna.
    To żadne wyjaśnienie gdy określa się jeden niedoprecyzowany termin, drugim terminem równie wieloznacznym jak pierwszy.

    Aluzja Lema dotyczy także wszystkich tych, którzy chcą ludzi uszczęśliwiać.

  25. programista 19 czerwca o godz. 11:34 13889
    Skoro rynek nie jest w stanie dać pracy wszystkim chętnym, to musi tu wkroczyć państwo. Trzeba być bowiem albo skrajnie ortodoksyjnym („betonowym”) liberałem, albo też misiem z bardzo małym rozumkiem, aby nie zrozumieć, że realny kapitalizm oznacza zawsze bezrobocie.

  26. programista 19 czerwca o godz. 12:12 13893
    1. Pojęcie dobrobytu, szczególnie materialnego oraz pożyteczności są rozumiane dość precyzyjnie w naukach społecznych. Równie dobrze można by twierdzić, ze pojęcie „praca” jest wieloznaczne i niedoprecyzowane, szczególnie w ekonomii matematycznej i mechanice kwantowej. A co dopiero takie pojęcie jak „naród”? W ten sposób, to możesz się czepiać do wszystkiego. Np. liberalizm jest ideologią wyznawaną przez liberałów a więc liberał jest wyznawcą liberalizmu.
    2. Aluzja do uszczęśliwiania na siłę zawarta jest u Lema np. w „Altruizynie” i „Kobyszczęściu” oraz w „Edenie”. Podróż na planetę Indiotów jest zaś wyraźną satyrą na kapitalizm rynkowy.

  27. @jakowalski – 19 czerwca o godz. 12:13 13894

    „rynek nie jest w stanie dać pracy wszystkim chętnym” z wynagrodzeniem takim jakie sobie ci „chętni” wymarzyli.
    Państwo wkracza tylko po to, by ci „chętni” nie musieli weryfikować swoich płacowych marzeń.

  28. @jakowalski – 19 czerwca o godz. 12:24 13895

    „Pojęcie dobrobytu, szczególnie materialnego oraz pożyteczności są rozumiane dość precyzyjnie w naukach społecznych.”
    Tylko że nie chodzi o same definicje, potrzebne tylko hobbistom, takie jak liberalizm, ale o zalecenia konkretnych działań. Działań które będą musieli wykonywać urzędnicy – oni będą musieli decydować jakie konkretne kwalifikacje, w konkretnym miejscu i czasie będą potrzebne ludziom, których mają przekwalifikowywać.

    To już sprawa szanownego Pana, czy jest Pan w stanie rozpoznać w tekście zawarte w nim aluzje. Akurat ta pasuje idealnie do tego co szanowny Pan proponuje.

  29. @programista
    Zwiększać dobrobyt Narodu to zwiększać produkcję dóbr i podaż usług poprawiających standard życia obywateli.
    Nie należy utożsamiać dobrobytu z z ilością posiadanych pieniędzy.
    Mój dziadek przed wojna ( czasy przed reforma Grabskiego ) sprzedał konia. Po tygodniu za te pieniądze mógł kupić co najwyżej paczkę cygar.
    Porównaj wartość użytkową konia i paczki cygar.- ich „wartość pieniężna” była taka sama.

  30. programista 19 czerwca o godz. 12:24 13896
    1. Istnienie chronicznego i permanentnego bezrobocia (technologicznego, strukturalnego, koniunkturalnego etc.) jest faktem w realnym kapitalizmie i nie ma ono nic wspólnego z poziomem płac, jako że najwyższe bezrobocie jest z reguły w najbiedniejszych krajach, a więc w krajach z najniższymi płacami i generalnie najniższymi kosztami pracy.
    2. Poza tym, to kapitaliści jedzą dziś swój własny ogon, zapominając o tym, że płaca ma wystarczyć nie tylko na bieżące utrzymanie robotnika (pracownika najemnego), ale także na reprodukcję jego siły roboczej, czyli na utrzymanie rodziny robotnika (pracownika najemnego).
    3.Obowiązkiem państwa jest zadbanie, aby jego obywatele żyli na poziomie godnym człowieka, a nie tylko, tak jak dziś w Polsce, troska o zyski kapitalistów, najczęściej zagranicznych i wyganianie Polaków z Polski przez brak dla nich pracy i głodowe płace oraz zasiłki.

  31. Jeśli wskutek automatyzacji i robotyzacji zmniejsza się zapotrzebowanie na prace ludzka to sie mia podzielmy tak, aby każdy miał zajedzie.
    Zamiast 3 ludzi po 8 h/dobę niech ja wykonuje 4-ech po 6 godzin.
    I tak tych 3-ech musi wytworzyć tyle,by starczyło dla 4-ech.

  32. Programista 19 czerwca o godz. 12:38 13897
    1. Powtarzam – skoro rynek nie jest w stanie rozwiązać problemu bezrobocia, to musi to zrobić państwo. Równie dobrze możesz mieć zastrzeżenia co tego, jak państwo przez swoich urzędników, w tym przez policję, kontroluje np. ruch uliczny. Ale alternatywą jest tylko kompletny chaos.
    2. Podróż na planetę Indiotów jest satyrą na kapitalizm, i żadne twoje sztuczki erystyczne tego nie zmienią.;-)

  33. Mam teraz inne sprawy do załatwienia. Ale wrócę tu.
    Pozdrawiam dyskutantów.

  34. „Obowiązkiem państwa jest zadbanie, aby jego obywatele żyli na poziomie godnym człowieka”
    „(…) musi to zrobić państwo (…)”

    Ogon został połknięty, dyskusja zatoczyła ładne koło, powracając do kwestii:
    „Każdy by chciał, aby państwo czyli podatnicy finansowali jego hobby, ale zapytajmy się podatników, czyli Polaków z sektora produkcyjnego, co oni o tym myślą.”

    Hobby szanowengo Pana to wprowadzanie socjalizmu.

  35. programista 19 czerwca o godz. 12:55 13903
    1.Obowiązkiem państwa jest zadbanie, aby jego obywatele żyli na poziomie godnym człowieka, jako że rynek dba tylko o to, aby dobrze żyli właściciele kapitalu. Państwo to są przecież jego obywatele, a nie tylko władza, jak to myślą „ubodzy duchem”. Pamiętaj, że państwo utrzymują ze swej pracy i podatków ludzie pracy, a nie kapitaliści, gdyż dobra materialne i niematerialne wytwarzają ludzie pracy, a kapitaliści tylko przechwytują to, co ludzie pracy wyprodukują, a więc są oni z definicji klasą pasożytnicza, która powinniśmy starać się w dłuższym okresie czasu wyeliminować dla dobra ogółu.
    2. Poza tym, to ja jestem realistą, a więc nie mam zamiaru wprowadzać na siłę socjalizmu, gdyż on się musi „wprowadzić” sam, kiedy dojrzeje ku temu baza, czyli stosunki w sektorze produkcyjnym. Tak samo jak nikt żadnym dekretem nie powołał do istnienia niewolnictwa, feudalizmu czy kapitalizmu, tak samo nikt nie powoła jakimś dekretem do istnienia socjalizmu – on musi się, powtarzam to raz jeszcze, pojawić naturalnie w wysoko rozwiniętym systemie kapitalistycznym, tak samo jak rozwój sił wytwórczych we wspólnocie pierwotnej powołał do istnienia niewolnictwo, rozwój sił wytwórczych w niewolnictwie powołał do istnienia feudalizm, a z kolei rozwój sił wytwórczych w feudalizmie powołał do istnienia kapitalizm.
    3. Wypłacanie godnych człowieka płac i zasiłków jest w najlepiej zrozumianym interesie kapitalistów, gdyż tylko w ten sposób mogą oni opóźniać rewolucję socjalistyczną i tym samym opóźniać upadek kapitalizmu. Każde inne rozwiązanie mające na celu utrzymanie u władzy burżuazji, np. faszystowskie, czyli stosując skrajną przemoc państwa w celu utrzymania ludzi pracy w ryzach, prowadzi wcześniej czy później do upadku takiego systemu faszystowskiego – czy to we Włoszech (Mussolini), czy w Niemczech (Hitler), czy w Hiszpanii (Franco), Portugali (Salazar), na Litwie (Smetona) czy też w przedwojennej Polsce (Piłsudski). O wiele tańsze i skuteczniejsze okazało się zaś być rozwiązanie np. skandynawskie, czyli wypłacanie ludziom pracy względnie wysokich zarobków, aby w ten sposób zmylić ich w przeświadczeniu, że nie są oni wyzyskiwani i tym samym aby nie myśleli oni o rewolucji jako jedynej drodze poprawy swojego losu.
    4. Nie myl wiec moich propozycji ratowania kapitalizmu przez podwyżkę płac, poprawę warunków pracy i zadbanie o likwidację bezrobocia z jakimikolwiek próbami wprowadzenia socjalizmu na siłę i przed czasem. Wbrew temu, co ty myślisz, ja wcale nie chcę rewolucji, a wiec nawołuję do podwyżki płac, poprawy warunków pracy i o likwidację bezrobocia, jako jedynej drogi, aby uniknąć owej rewolucji.

  36. Kaesjot 19 czerwca o godz. 12:43 1390
    Ale wtedy to by nie było bezrobocia, a jak to już tłumaczyłem, władzom wydaje się, że wysokie bezrobocie (choć ukrywane sztuczkami statystycznymi, np. przez fałszowanie definicji bezrobotnego) kontroluje poziom płac i tym samym nie dopuszcza do spadku zysków klasy rządzącej, czyli kapitalistów.

  37. Kaesjot 19 czerwca o godz. 12:38 13898
    1. Oczywiście, że nie należy utożsamiać dobrobytu społeczeństwa z ilością posiadanych pieniędzy ani też z przeciętym dochodem (per capita) albo przeciętną płacą. Dochodzi tu bowiem problem rozkładu tych wartości materialnych w społeczeństwie (patrz np. indeks Giniego, mediana, dominanta, odchylenie standardowe czy też wariancja etc.).
    2. Użyteczność, czyli wartość użytkowa, jest zaś pojęciem względnym. Np. użyteczność diamentu jest realnie bliska zeru (poza diamentami przemysłowymi) a użyteczność np. wody czy chleba jest bardzo wysoka, choć cena rynkowa kilograma diamentów znacznie przekracza cenę kilograma chleba czy wody. Dochodzi tu też to, że cena diamentów jest w realnym kapitalizmie sztucznie podbijana przez monopole kontrolujące zbyt tychże diamentów.
    Pozdrawiam
    LK

  38. Dzisiaj rano słyszę w radiu , że ci, co uprawiają maliny rezygnują z ich zbierania, bo skup oferuje po 2,20 zł/kg na dodatek podają ja wieczorem, gdy już maliny zebrane.
    Z ciekawości zajrzałem do sklepu internetowego Piotr i Paweł – tam mrożone kosztują 32,11 zł/kg. Czyli ten, kto uprawia, zbiera i dostarcza do sklepu dostaje niecałe 7% ( !!!) tego, co klient płaci w sklepie a pozostałe 93% ceny detalicznej „zabierają” pośrednicy.

  39. Kaesjot 19 czerwca o godz. 14:55 13907
    Na tym przecież polega realny kapitalizm. Polak montuje Fiaty, Volkswageny czy Ople za grosze, a włoski, niemiecki, francuski czy też najprawdopodobniej chazarski kapitalista zarabia na tym krocie. Pamiętam, jak bylem zbulwersowany, kiedy się dowiedziałem, że za pracę, za którą w amerykańskiej firmie komputerowej działającej w RPA dostawałem (w przeliczeniu) nieco tylko ponad 10 dolarów USA za godzinę mojej pracy, ta sama firma pobierała od klientów za godzinę mojej pracy prawie 10 razy więcej. Przecież pimp (sutener) też z reguły zarabia lepiej niż jego dziwki. Takie, a nie inne są bowiem realia realnego kapitalizmu, którym tak się zachwyca nasz blogowy bezrobotny programista. 😉
    Pozdrawiam,
    L.

  40. programista 19 czerwca o godz. 12:55 13903
    Moje hobby to odbudowa polskiej gospodarki, a szczególnie polskiego przemysłu, polskiej myśli technicznej, polskiej nauki i polskiego szkolnictwa wyższego ze zniszczeń spowodowanych przez Balcerowicza i skę.

  41. A teraz może wrócimy do tematu tego wątku?

  42. Dobra wiadomość. Murzyni prowadzą z nami 1:0. Nikt nam nie zarzuci, że bijemy czarnych.

  43. Ad rem
    Brat mojej mamy był bardzo zdolny i kierownik Szkoły Powszechnej namawiał babcię, by posłała go „do powiatu” do gimnazjum lecz to kosztowało 120 zł ( przedwojennych) lecz jej, wdowy z piątką dzieci nie było stać na to. Kolego z kolei opowiadał, jak jego mama i jej siostry „zdobywały fach” u rzemieślników to ich rodzice tę naukę też musieli opłacać.
    Dopiero w PRL-u nauka na wszystkich szczeblach była bezpłatna a co biedniejszych wspierano jeszcze stypendiami i bezpłatnymi internatami.
    Ale jak się dzisiaj głosi w PRL-u wszystko było złe, studenci ówcześni ( darmowi – trzeba dodać ) – nie wszyscy co prawda ale głównie humaniści stali na czele ruchu zmierzającego do obalenia tego PRL-u.
    Ich dzieci i wnukowie mają teraz kapitalizm taki, o jaki ich ojcowie i dziadkowie walczyli więc o co mordy drą ???
    Chyba nie o powrót PRL-u !
    W kapitalizmie każda inwestycja musi przynosić zyski a kształcenie młodych to właśnie jedna z takich inwestycji. Włożone w to pieniądze muszą się zwrócić z nawiązką.

  44. jakowalski
    Nie oglądam – wisi mi to lecz czułem, że tak będzie.

  45. kaesjot
    Oglądałem i kibicowałem Murzynom, gdyż wiedziałem, że nasza legia cudzoziemska z przereklamowanym Lewandowskim na czele musi przegrać. Piłka nożna to jest przecież sport zespołowy, a my nie mamy przecież zespołu tylko kolekcję przypadkowych gwiazd i gwiazdeczek na ogół z zagranicznych klubów.

  46. Kwintesencja dyskusji;
    „…Pamiętaj, że państwo utrzymują ze swej pracy i podatków ludzie pracy, a nie kapitaliści, gdyż dobra materialne i niematerialne wytwarzają ludzie pracy, a kapitaliści tylko przechwytują to, co ludzie pracy wyprodukują, a więc są oni z definicji klasą pasożytnicza, która powinniśmy starać się w dłuższym okresie czasu wyeliminować dla dobra ogółu.” jakowalski
    Karol Marks w czystej postaci. Za kapitałem stoi jedynie przemoc, tzn. „racja” przemocy ,że kto silniejszy tego racja, tego na wierzchu. Osiedlowy osiłek przy zaniku jakiegokolwiek rozumu bywa górą. Ale czy aby o to nam chodzi???

    Jak to od jakiegoś czasu twierdzę, podpierając się fragmentami z Biblii, która jest swego rodzaju testem na inteligencję ,że:
    „Na cóż pieniądze w ręku głupca? Mógłby nabyć mądrości, lecz nie ma na to rozumu.”
    Sal. 17.16.
    Spróbuj osiłkowi osiedlowemu (który nabył kasy) wytłumaczyć ,że się myli ,że jest w błędzie.
    Rozum to nie siła mięśni. Rozum to panowanie nad siłą. W efekcie rozum w połączeniu z siłą, to będzie mądrość, nietzscheańska wola mocy, czy jakoś tak.

    To praca, nie kapitał, tworzą wszystkie dobra jakich doświadczamy (nie po równi). Praca tworzy kapitał , nie odwrotnie. Znowu i jak zwykle, nie może być inaczej w sytuacji obecnej ,że wszystkie diagnozy co do charakteru ustroju zw. kapitalizmem, postawione przez K.Marksa są właściwe i prawdziwe. Sprawdzają się co do ogółu.

  47. Polacy wygrali mecz Senegalczykom, strzelając trzy bramki , taki zespołowy hattrick.
    hahahaha

  48. „2. Poza tym, to ja jestem realistą, a więc nie mam zamiaru wprowadzać na siłę socjalizmu, gdyż on się musi „wprowadzić” sam, kiedy dojrzeje ku temu baza, czyli stosunki w sektorze produkcyjnym. Tak samo jak nikt żadnym dekretem nie powołał do istnienia niewolnictwa, feudalizmu czy kapitalizmu, tak samo nikt nie powoła jakimś dekretem do istnienia socjalizmu – on musi się, powtarzam to raz jeszcze, pojawić naturalnie w wysoko rozwiniętym systemie kapitalistycznym, tak samo jak rozwój sił wytwórczych we wspólnocie pierwotnej powołał do istnienia niewolnictwo, rozwój sił wytwórczych w niewolnictwie powołał do istnienia feudalizm, a z kolei rozwój sił wytwórczych w feudalizmie powołał do istnienia kapitalizm.” jakowalski

    Zdaje się ,że to Marks napisał ,że idea materializuje się wtedy ,gdy ludzie przyjmują ją do realizacji jako własną. Do tego trzeba szerokiego konsensusu w tej materii wszystkich ludzi. Ale to też będzie proces , który potrwa tak długo jak będzie trzeba aby zaistniał.
    „Gospodarka w takim samym stopniu ,zależy od ekonomistów w jakim pogoda od metrologów.” G.H.Welles

  49. Kaesjot
    Bezpłatna nauka dla wszystkich i wszystkich szczeblach to było wielkie osiągniecie PRL-u. Władze tego państwa popełniły jednak wielki błąd kształcąc zbyt dużo studentów na kierunkach humanistycznych, jako że na te studia idą przecież głównie ci, którym się nie chce pracować i którzy się do uczciwej pracy nie nadają – takie różne Michniki, Kuronie czy też Tuski albo Komorowskie.
    I zgoda, że w realnym kapitalizmie inwestuje się tylko w to, co ma szansę przynieść zysk. Oczywiście, nie każda inwestycja przynosi zysk, ale żaden kapitalista nie będzie przecież inwestować w kształcenie humanistów. W związku z tym studia na kierunkach humanistycznych, poza nauczycielskimi, powinny być płacone i to z góry, jako że relatywnie biednego społeczeństwa, takiego jak polskie, nie stać jest na kształcenie pięknoduchów, którzy przecież nigdy nie będą w stanie utrzymać siebie i swojej rodziny z uczciwej pracy. Tych nielicznych humanistów, którzy potrzebni są instytucjom kulturalnym, takim jak np. muzea, biblioteki, teatry (w tym operowe) etc. należy oczywiście kształcić na koszt państwa czyli podatników, ale w niewielkich ilościach, nie większych niż realne zapotrzebowanie na nich, a selekcja na takie studia powinna być bardzo ostra, aby na takie studia opłacane przez podatników, dostawali się tylko rzeczywiście najlepsi i przygotowani na to, że będą musieli pracować i to często cale życie także w prowincjonalnych muzeach czy bibliotekach, a tylko najlepsi z najlepszych będą mieli szansę pozostać na uczelni.
    Pozdrawiam
    LK

  50. Kaesjot (z poprawkami):
    Bezpłatna nauka dla wszystkich i na wszystkich szczeblach to było wielkie osiągniecie PRL-u. Władze tego państwa popełniły jednak wielki błąd kształcąc zbyt dużo studentów na kierunkach humanistycznych, jako że na te studia idą przecież głównie ci, którym się nie chce pracować i którzy się do uczciwej pracy nie nadają – takie różne Michniki, Kuronie czy też Tuski albo Komorowskie.
    I zgoda, że w realnym kapitalizmie inwestuje się tylko w to, co ma szansę przynieść zysk. Oczywiście, nie każda inwestycja przynosi zysk, ale żaden kapitalista nie będzie przecież inwestować w kształcenie humanistów. W związku z tym studia na kierunkach humanistycznych, poza nauczycielskimi, powinny być płacone i to z góry, jako że relatywnie biednego społeczeństwa, takiego jak polskie, nie stać jest na kształcenie pięknoduchów, którzy przecież nigdy nie będą w stanie utrzymać siebie i swojej rodziny z uczciwej pracy. Tych nielicznych humanistów, którzy potrzebni są instytucjom kulturalnym, takim jak np. muzea, biblioteki, teatry (w tym operowe) etc. należy oczywiście kształcić na koszt państwa czyli podatników, ale w niewielkich ilościach, nie większych niż realne zapotrzebowanie na nich, a selekcja na takie studia powinna być bardzo ostra, aby na takie studia opłacane przez podatników, dostawali się tylko rzeczywiście najlepsi i przygotowani na to, że będą musieli pracować i to często cale życie, także w prowincjonalnych muzeach czy bibliotekach, a tylko najlepsi z najlepszych będą mieli szansę pozostać na uczelni.
    Pozdrawiam
    LK

  51. Optymatyk
    Tak, możliwe jest, że Marks napisał, że „idea materializuje się wtedy, gdy ludzie przyjmują ją do realizacji jako własną. Do tego trzeba szerokiego konsensusu w tej materii wszystkich ludzi. Ale to też będzie proces, który potrwa tak długo jak będzie trzeba aby zaistniał”. Nie chce mi się szukać źródła, ale znalazłem cos podobnego np. tu: http://smp.edu.pl/czlowiek-jako-tworca-rzeczywistosci-spolecznej.
    Zaś „Gospodarka w takim samym stopniu zależy od ekonomistów w jakim pogoda od meteorologów” to chyba H. G. Wells?
    Szalom!

  52. @jakowalski
    Sorrki , oczywiście że Wells. A Marksa to pamiętam z lat studiów na jednej z alma mater Poznania , był taki przedmiot jak filozofia marksistowska. Wtedy to tak z oporami szło (taki czas przełomu lat 70/80 tych) ale co nieco pozostało w głowie.

  53. Optymatyk
    Tak, Za kapitalistami, tak samo jak za właścicielami niewolników czy feudałami, stoi jedynie przemoc: w niewolnictwie i feudalizmie fizyczna, a w kapitalizmie głównie ekonomiczna, ale to niewiele zmienia, gdyż jeśli kapitaliści czują się zagrożeni, to sięgają, tak jak właściciele niewolników czy feudałowie, po czystą przemoc fizyczną.
    Co do Biblii, to Stary Testament czyli Tora jest wybitnie za klasami rządzącymi (w czasach biblijnych byli to zaś właściciele niewolników), gdyż Tora spisana została przez rabinów ortodoksyjnych, będących na służbie ówczesnych żydowskich wielmożów. Natomiast Nowy Testament jest miejscami wręcz socjalistyczny, jako że Jezus był zbuntowanym, nieortodoksyjnym rabinem będącym w konflikcie z ówczesnymi elitami Izraela, który wówczas był w takiej samej zależnosci od Rzymu, jak obecna Polska jest w zależnosci od Waszyngtonu i Watykanu.
    I oczywiście pełna zgoda, że to praca, a nie kapitał, tworzą wszystkie dobra materialne i nie tylko materialne i że to praca tworzy kapitał a nie odwrotnie. Nic więc dziwnego, że praktycznie wszystkie diagnozy co do charakteru ustroju zwanego kapitalizmem, a postawione przez K. Marksa są do dziś prawdziwe w sensie, że zostały one wielokrotnie potwierdzone a dokładniej skonfirmowane przez otaczającą nas rzeczywistość ekonomiczną i społeczną. Ale czy wytłumaczysz to takiemu „programiście”, z bardzo małym rozumkiem i na dodatek zatrutym w młodości jadem idei neoliberalnych?
    Szalom!

  54. Optymatyk 19 czerwca o godz. 20:47 1391
    😉
    Tiago czy też Thiago i Szczęsny powinni razem z Nawałką już dziś wracać do domu.

  55. @kaesjot
    ‚Czyli ten, kto uprawia, zbiera i dostarcza do sklepu dostaje niecałe 7% ( !!!) tego, co klient płaci w sklepie a pozostałe 93% ceny detalicznej „zabierają” pośrednicy.’
    To po co je tam sprzedaje?Niech zatrudni dwie babki ktore beda je sprzedawac klientom bezposrednio na targu. Nawet z pensjami babek i tak mu sie to oplaci.
    Prostytutka tez nie musi miec alfonsa,moze ze swoich zarobkow sama wynajac wykidajle czy nawet legalnie zatrudnic ochroniarza, ktory ochroni ja przed klientami. Trzeba tylko pomyslec.
    Co zas do argumentow gospodarza blogu:
    ‚Państwo nie zajmuje się gorliwie prognozowaniem rynków pracy i dostosowywaniem polityki finansowania uniwersytetów do przewidywanych potrzeb pracodawców. ‚
    Bo panstwo nie jest od tego. Skoro pracodawcy chca pracownikow, niech sami ufunduja im stypendia w szkolach policealnych czy uniwersytetach. Nasi janusze biznesu narzekaja na brak kwalifikacji pracownikow,a co uslyszy np. osoba z zagranicznym dyplomem i latami doswiadczenia, szukajac pracy w Polsce? ‚Jest pan/pani za wysoko wykwalifikowana’. W Polsce pracy dla fachowcow nie ma.

  56. @zly
    Na zachodzie rolnicy i plantatorzy zawiązują kooperatywy ( „po naszemu” spółdzielnie) i większość zakładów przetwórstwa płodów rolnych jest ich własnością.
    A co u nas ?
    Spółdzielnie w większości rozwiązano, ” bo spółdzielnie to komuszy wynalazek” jak twierdził kiedyś w tv jeden z „post-solidaruchów” a zakłady przetwórstwa żywności , także te z przedwojennymi tradycjami sprzedano zagranicznym koncernom.
    Ile taki plantator sprzeda dziennie na targowiskach – kilkadziesiąt kilogramów ?
    A zbiera tony !!!
    Znam temat z własnych doświadczeń, bo w czasach studenckich jeździłem na rynek z towarem – nadwyżkami z teścia ogrodu. Sami zbieraliśmy z żoną i za ile sprzedaliśmy to było nasze.
    Zebrało się na kiepska miesięczną pensję a gdzie koszty i praca teścia przy uprawie?
    To co proponujesz jest rozwiązaniem dla działkowców a nie plantatorów a ponadto jaka część produktów rolno – ogrodniczych „przechodzi” przez lokalne targowiska ?
    Czy byłyby one w stanie obsłużyć wszystkich potencjalnych klientów ?

  57. Kaesjot
    Spółdzielnie producentów były (i dalej są) niewygodne dla kapitalistów (jakże dziś często niepolskich) którzy są u nas właścicielami punktów skupu, hurtowni i sieci sklepów detalicznych, a więc władza, będąca od roku 1989 na usługach kapitału, zwalcza te spółdzielnie tak jak tylko jest w stanie je zwalczać. Zgadzam się więc, że to co proponuje „zły” jest tylko rozwiązaniem dla działkowców-emerytów a nie dla komercyjnych plantatorów a ponadto to bardzo mała część produktów rolno- ogrodniczych „przechodzi” bezpośrednio przez lokalne targowiska, jako że one też zaopatrują się w hurtowni – np. w stolicy znajduje się ona pomiędzy Warszawą a Ożarowem. Zawodowy producent malin z Mazowsza nie ma czasu na wożenie swojego towaru na bazar czy nawet do tej hurtowni i nie stać jest go na zakup ciężarówki i zatrudnienie kierowcy czy też sprzedawcy i stoiska na bazarze, a więc musi korzystać z „usług” punktu skupu, czyli pośredników, którzy mając kapitał, opanowali w Polsce całą sieć dystrybucji produktów rolnych, jako że mamy przecież dziś zglobalizowany kapitalizm monopolistyczny, a władze nie tylko Polski, ale nawet i USA są na usługach tegoż ponadpaństwowego kapitału. Wiecej wkrótce.
    Pozdrawiam

  58. Zły
    1. Zrozum wreszcie, że mamy obecnie zglobalizowany kapitalizm monopolistyczny z ogromnymi barierami wejścia na rynek. Dziś nie wystarczy coś wyprodukować – czy to samochód czy też maliny. Trzeba to bowiem sprzedać i tu zaczynają się schody. Rynek opanowany jest bowiem przez monopolistów – popatrz np., jak mało pozostało dziś producentów samochodów. Nawet gdybyś zbudował fabrykę samochodów, to musiałbyś także zainwestować we własną sieć dystrybucji samochodów i części zamiennych a przede wszystkim w marketing (głównie reklamę). Jeśli zaś jesteś producentem malin, to nie masz praktycznie wyboru. Możesz spróbować zawieźć swoje maliny na targ albo założyć własny stragan na targu, ale ponosisz wtedy ryzyko, że sprzedasz z zyskiem góra 10-20% tego, co przywieziesz na targ. Musisz więc w praktyce współpracować z hurtownikiem, gdyż taka jest od lat organizacja dystrybucji: producent sprzedaje do punktu skupu, punkt skupu do hurtownika, a hurtownik do detalisty. W Japonii hurtownicy dzielą się nawet na dużych i małych. Takie są bowiem realia gry w realny kapitalizm – nie da się w praktyce ominąć istniejących kanałów dystrybucji w sytuacji ogromnej nadwyżki podaży nad popytem, nadwyżki jakże typowej dla realnego kapitalizmu.

  59. Zły
    2. Dalej – prostytutka czy też prostytutek w praktyce musi mieć alfonsa, jako ochronę przed agresywnymi i nieuczciwymi klientami oraz konkurującymi z nią/nim „koleżankami”/”kolegami” po „fachu”. Poza tym to mamy na tym rynku „usług seksualnych” nadwyżkę podaży na popytem, a więc alfonsi regulują niejako rynek, nie dopuszczając nań amatorek i amatorów, które/którzy by obniżały/obniżali stawki zawodowym dziwkom płci wszelakich (pardon, sex workers-om czyli pracownicom i pracownikom seksualnym).

  60. Zły
    3. Jeszcze dalej – zgadzam się z Panem Ministrem, że państwo powinno zajmować się prognozowaniem rynków pracy i dostosowywaniem polityki finansowania uniwersytetów do przewidywanych potrzeb pracodawców, jako że państwo finansuje szkolnictwo wyższe. Oczywiście, kapitaliści, jeśli uważają, że państwowe uczelnie dostarczają za mało albo niezbyt dobrych inżynierów czy ekonomistów, to mogą założyć swoje własne prywatne uczelnie wyższe, takie jak przed wojna w Polsce Szkoła Inżynierska Wawelberga czy też przedwojenna SGH (nie mylić z obecną, używającą te same budynki i tej samej nazwy, ale poziomem znacznie odbiegającym in minus od swojej przedwojennej imienniczki i zdyskretowanej zresztą posiadaniem „na stanie” Balcerowicza jako profesora). Problem jest bowiem taki, że aby uczelnia była dobra to musi ona sporo kosztować, a wysokich zysków nigdy nie będzie dawać, jako że dobra uczelnia wymaga zainwestowania sporego kapitału w budynki, laboratoria i biblioteki oraz komputery (które trzeba wciąż zmieniać) a przede wszystkim w wysokiej jakości, a więc drogą, kadrę naukowo-dydaktyczną. W sytuacji wciąż spadającej stopy zysku, kapitaliści nie zainwestują więc w Polsce zarówno dziś jak też i w przewidywalnej przyszłości w dobre prywatne szkoły wyższe – najwyżej w sklepiki z dyplomami, których dziś w Polsce nie brakuje, ale których dyplomy są przecież mniej warte niż czysty papier, na którym je wydrukowano, jako że w praktyce maja one tylko wartość makulatury. A nie o to nam tu chyba chodzi.

  61. Zły
    4. I na koniec – zgoda, że nasi „Janusze” biznesu narzekają na brak kwalifikacji pracowników, a co usłyszy np. osoba z zagranicznym dyplomem i latami doświadczenia, szukając pracy w Polsce? ‚Jest pan/pani za wysoko wykwalifikowana’. Dodam tylko, że ja usłyszałem, że mój dyplom doktora nauk ekonomicznych z uniwersytetu z pierwszej już nie tylko setki, ale pięćdziesiątki światowych rankingów (najlepszy uniwersytet na południowej półkuli) jest w Polsce nieuznawany (ale za to uznawane są dyplomy „uczelni” z Ukrainy i Słowacji).

  62. Zły
    5. I jeszcze to: zgoda, że w Polsce pracy dla fachowców nie ma, jako że „dzięki” Balcerowiczowi, który w roku 1989 postanowił, że mamy kupować technologie na Zachodzie, nie ma już polskiej myśli technicznej, polskiej nauki i polskiego prawdziwego szkolnictwa wyższego, a mamy za to typową gospodarkę neokolonialną, inaczej kompradorską, będącą własnością zachodniego kapitału i opartą albo na prostych technologiach (np. meblarstwo, okna, trumny) albo też na technologii w 100% importowanej (montownie samochodów, taboru szynowego, sprzętu AGD etc.) i przede wszystkim na polskiej taniej sile roboczej, co oznacza, że musimy mieć niskie płace oraz wysokie bezrobocie (w celu utrzymania niskich płac), maskowane tylko manipulacją dokoła definicji bezrobotnego. Gdybyśmy bowiem mieli rzeczywiście tak niskie bezrobocie, jak to podaje GUS czy Eurostat, czyli około 4% (co oznaczałoby, że praktycznie jest ono zerowe, jako że te 4% to byliby głównie pracownicy zmieniający pracę albo sezonowi, np. studenci czy emeryci), to bylby w Polsce wielki nacisk na podwyżki płac i w związku z tym liczne strajki. Tymczasem płace w Polsce są wciąż jedne z najniższych w Europie a strajków u nas praktycznie nie ma, co oznacza, że realna stopa bezrobocia przekracza dziś w Polsce, i to znacznie, 10%.
    Pozdrawiam

  63. Natomiast zgadzam się z Panem Ministrem Celińskim, że państwo powinno zajmować się prognozowaniem rynków pracy i dostosowywaniem polityki finansowania uniwersytetów do przewidywanych potrzeb pracodawców, jako że państwo finansuje przecież szkolnictwo wyższe. Oczywiście, kapitaliści, jeśli uważają, że państwowe uczelnie dostarczają za mało albo niezbyt dobrych inżynierów czy ekonomistów, to mogą założyć swoje własne prywatne uczelnie wyższe, takie jak przed wojną w Polsce Szkoła Inżynierska Wawelberga czy też przedwojenna SGH (nie mylić z obecną, używającą te same budynki i tej samej nazwy, ale poziomem znacznie odbiegającym in minus od swojej przedwojennej imienniczki i zdyskretowanej zresztą posiadaniem „na stanie” Balcerowicza jako profesora). Problem jest bowiem taki, że aby uczelnia była dobra to musi ona sporo kosztować, a wysokich zysków nigdy nie będzie ona dawać, jako że dobra uczelnia wymaga zainwestowania sporego kapitału w budynki, laboratoria i biblioteki oraz komputery (które trzeba wciąż wymieniać na nowocześniejsze) a przede wszystkim w wysokiej jakości, a więc drogą, kadrę naukowo-dydaktyczną. W sytuacji wciąż spadającej stopy zysku, kapitaliści nie zainwestują więc w Polsce, zarówno dziś jak też i w przewidywalnej przyszłości, w dobre prywatne szkoły wyższe – najwyżej w sklepiki z dyplomami, których dziś w Polsce nie brakuje, ale których dyplomy są przecież mniej warte niż czysty papier, na którym je wydrukowano, jako że w praktyce maja one tylko wartość makulatury. A nie o to nam tu chyba chodzi.
    Pozdrawiam
    lech.keller(at)gmail.com

  64. A tak na marginesie:
    1. Wałęsa zrobi z Polski drugą Japonię (ale tę z roku 1945) albo Irlandię (ale tę z czasów klęski głodu). Wybuduje nam też największe na świecie mikroprocesory wielkości co najmniej PKiN, a w Sali BHP dawnej Stoczni Gdańskiej Imienia Towarzysza Lenina, wyprodukuje, za pomoc unijną, najmniejsze na świecie, jednoosobowe, na 100% ekologiczne, transatlantyki napędzane wiosłami.
    2. USA zawsze dbały o prawa człowieka, napadając przy okazji na Meksyk, Kolumbię, Koreę, Wietnam, Irak, Afganistan, Libię i Syrię oraz dyskryminując przez setki lat Indian oraz Murzynów a także imigrantów nieanglosaskiego pochodzenia, w tym więc także i Polaków. Jak to mówią Anglicy – „A pot calling the kettle black”. Czysta hipokryzja…
    Szalom! (Staro-chazarskie PO-zdrowienie)

  65. „…ja usłyszałem, że mój dyplom doktora nauk ekonomicznych z uniwersytetu z pierwszej już nie tylko setki, ale pięćdziesiątki światowych rankingów (najlepszy uniwersytet na południowej półkuli) jest w Polsce nieuznawany (ale za to uznawane są dyplomy „uczelni” z Ukrainy i Słowacji).” jakowalski

    Bo jesteś za mundry, kolego, za mundry hehehe.
    Przecież to ,co tu, i pewnie gdzie indziej i to już pewnie też od dłuższego czasu ,wypisujesz , jest uzasadnioną ale szykanowaną prawdą o obliczu obecnych stosunków międzyludzkich, spowodowanych global kapitalizmem. Ty opisujesz realia oni żyją w ułudzie prawdy o tym systemie, nie poznawszy go w takim stopniu jak Ty.
    Prawda w oczy kole, jak zwykle. Gdyby jeszcze Twoja krytyka była nieprawdziwa ale ona oparta jest na szerokim spojrzeniu/oglądzie, z perspektywy wielu lat i wielu miejsc, wreszcie odpowiednim badaniom i ich wynikom, na to co się dzieje w polityce gospodarczej świata i co z czego wynika i do czego prowadzi.
    Twoja analiza jest po prostu obezwładniającą ich kontrargumenty, ale oni tu posiadają „władzę” i haniebnie z niej korzystają. Takiej perspektywy im brak i dlatego Cię sekują.
    I wiesz co ich jeszcze boli? , to że jesteś Polakiem ,który potrafił wybić się na samodzielność tak czynu (emigracja) jak i myśli i to wszechstronnie (multidyscyplinarnie jak to się teraz pisze).
    W naszym narodowym grajdole jest niemile widziane.
    Przecież wynalazcy (Łągiewka), też autorytety nauk ścisłych (a właściwie „autotytatywnie sciśniętych”, czyt. ograniczonych dogmatycznie, hehehe) zrozumieć nie potrafili. Ale to osobny temat.
    Mam koleżankę na Uniw. Gd. , która jest w trakcie pisania pracy doktorskiej w „strasznie” kontrowersyjnym temacie (już dawno powinna być po obronie) i już jest na etapie odejścia od głównego tematu (praktycznie cała jest gotowa) tej pracy ,bo ciśnienie środowiska akademickiego jest tak olbrzymie ,że promotor w stopniu profesora jest bezradny. A praca byłaby naprawdę nowatorska. Niezbędna jest nowe nastawienie do starych problemów, niezbędny jest ROZUM.
    Cechą każdego rozumu jest pęd do pomnażania wiedzy, a tego jak na razie brak.
    Żądza wiedzy jest składnikiem ludzkiej inteligencji, bo „wiara czyni człowieka głupim”, jak mawiał klasyk. Nie istnieje żadna inna wiedza poza wiedzą naukową, która jest zorganizowaną wiedzą o faktach. Wiara nie ma nic wspólnego z wiedzą, jest rakiem rozumu.
    „Nauka jest uczonym trupem myśli” w Polsce, jak pisał ks.prof.W.Sedlak(1911-1993). Katolik (paradoks?) ,który był i jest nadal, zupełnie nie rozumianym twórcą bioelektroniki w Polsce ,środowisko naukowe nie jest w stanie pojąć jego wiedzy.

    Osobnym zagadnieniem teraz powinno być, po co w ogóle istnieje jakiekolwiek państwo, skoro nic nie może lub bardzo niewiele?

  66. Optymatyk 20 czerwca o godz. 12:24 13937
    Łoj wim, kumie, wim i rizumim, że jezdem za mundry dla tech naszech prefesoruf belwederskih z polskieh wyrzszyh óczelni. Dla tegój tyż pracowałem zagranicom. Przeca wiadomo – z władzom nie wygrosz, choćbys się zesroł.
    A bardziej na serio – istnieją np. Chiny (ChRL), tyle, że istnieni tego państwa, dziś już największej gospodarki świata, jest bardzo niewygodne dla elit rządzących tzw. Zachodem, a więc też i Polską.
    Z tradycyjnym staro-chazarskim Pozdrowieniem,
    Szalom!
    LK

  67. @jakowalski

    Toteż mamy teraz wojnę handlową wypowiedzianą przez Tru(m)pa aby zdestabilizować cały świat ale tylko po to, aby samemu zaproponować rozwiązanie , oczywiście korzystne dla Usaela. Bo wojny w sensie militarnym to raczej nie wywołają. Liczą jedynie aby gdzieś w sprokurowanym przez siebie regionie świata , a jest kilka takich punktów jak Wenezuela, Syria ,Ukraina, Iran, wywołać lokalny konflikt i móc interweniować aby choć częściowo zresetować swój już ponad 21 bln $ dług. Bo tak już dłużej być nie może, więc coś muszą wymyślić. Ale odbiegliśmy od tematu ,że ho ho

  68. jakowalski
    20 czerwca o godz. 10:10 13933
    A może to „Leszkowie” biznesu ?

  69. Optymatyk
    Dziwię sie tylko, że władze USA tak późno zdecydowały sie na ochronę swoich własnych producentów. Trzeba było być bowiem zupełnie zaślepiony tą chorą i na 100% nienaukową neoliberalna idą wolnego rynku i wolnego handlu międzynarodowego, który przecież w praktyce powoduje zawsze eliminacje najsłabszych graczy i tym samym tworzenie się oligopoli czyli praktyczne monopoli, aby nie zauważyć, że ów wolny handel międzynarodowy rujnuje Amerykę. Tu nie chodzi już o to, aby kontrolować takie kraje jak np. Wenezuela, Syria, Ukraina, czy Iran, gdyż USA nie jest już na to stać, ale o uratowanie gospodarki USA przed kompletną zapaścią. Dług zagraniczny USA ($21,171,000,000,000), tak samo zresztą jak dług zagraniczny UK ($8,475,956,000,000), Francji ($5,689,745,000,000), Niemiec ($5,398,267,000,000), Holandii ($4,510,400,000,000), Luxemburga ($4,113,419,000,000), Japonii ($3,586,817,000,000), Italii ($2,510,690,000,000), Irlandii ($2,384,247,000,000), Hiszpanii ($2,259,127,000,000), Kanady ($1,931,900,000,000), Australii ($1,487,720,000,000), Singapuru ($1,320,567,000,000), Belgii ($1,278,465,000,000), Szwecji ($938,692,000,000), Austrii ($638,340,000,000), Norwegii ($623,223,000,000) czy Brazylii ($556,418,000,000) jest przecież od dawna nie do spłacenia, a więc niebawem będzie musiało dojść do jego zresetowania aby można było zacząć się zadłużać od nowa. Po prostu kiedy odsetki od długu danego kraju staną się wyższe niż jego dochód narodowy netto (nie mylić z PKB czyli produktem krajowym brutto, który jest tylko fikcją statystyczną i mierzy jedynie aktywność na rynku), to takie państwo będzie musiało ogłosić bankructwo, jako że inaczej to musiałoby wydawać na obsługę długu całą wygospodarowaną na jego obszarze nadwyżkę.
    Szalom!

  70. Optymatyk – p.s.
    Wciąż dyskutujemy o finansach! 😉

  71. kaesjot 20 czerwca o godz. 19:11 13940
    Wałęsowie?

  72. https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/chiny-20-czyli-dokad-zmierza-panstwo-srodka/xwkv0xc

    „Chiny 2.0 odchodzą od taniej siły roboczej, a koszt pracy szybko rośnie. W efekcie w wielu chińskich miastach zarobki są wyższe niż w Polsce.”

  73. Jeden z charakterystycznych wpisów pod powyższym tekstem:

    „Przyszłość Chin to wykup przez nie skretyniałego, zgniłego Zachodu. Stara Unia ma przed sobą przyszłość tylko jako kolonia chińska, zaludniona przez muzułmanów, którzy zapewne jako chińscy najemnicy będą trzymać za twarze resztki rdzennej ludności. Masoni europejscy pracują, lecz nie dla siebie – wkrótce Chińczycy wezmą ich pod but. Politycy chińscy przewyższają eurooszołomów intelektualnie o lata świetlne, a chińskie społeczeństwo jest nieprzemakalne na propagandę neomarksistowską. Jest, owszem, bezduszne, ale też do bólu racjonalne. Franciszek i jego watykańscy masońscy kumple doczekać mogą tryumfu pogaństwa, ale nie takiego, jakiego się spodziewali. Chińczycy zrobią z nimi porządek rękami muzułmanów, a bazylikę św. Piotra przerobią na świątynię buddyjską.”

  74. Panie Andrzeju, drogi Gospodarzu tego bloga ,gratuluję kandydatury na prezydenta naszej stolicy.
    https://warszawa.onet.pl/andrzej-celinski-kandydatem-sld-na-prezydenta-stolicy/lxn9nsg

  75. Optymatyk 21 czerwca o godz. 10:33 13946
    Ja też gratuluję, ale uważam, że Pan Minister raczej nie na ma szans. Niemniej czekam na jego program.
    Pozdrawiam
    LK

  76. Optymatyk
    Jak na razie, to ani SLD, ani też Pan Minister Celiński, nie przedstawili żadnego programu dla Warszawy. To trochę dziwne, jako że zarówno PO jak i PiS przestawili w zasadzie swoje programy (PO „ma być tak jak było, gdyż lepiej już być nie może” a PiS „ma być lepiej, ale nie wiadomo jak, dlaczego i na czym ta poprawa ma polegać i kto za nią zapłaci oraz ile”). Oby SLD wyszło z czym lepszym, ale w sojuszu z Razem, to zdecydowanie nie mają szans, gdyż Razem wymusi na SLD przyjęcie do Warszawy co najmniej miliona fizyków jądrowych i neurochirurgów z Bliskiego Wschodu, preferencje dla feministek, gejów, lesbijek i cyklistów-pedalistów, pozamykanie ulic dla samochodów, wyłączenie ich oświetlenia oraz zimny wychów Warszawiaków w zimie (ekologia, my Dear Watson).
    Szalom!

  77. @jakowalski
    – „przyjęcie do Warszawy co najmniej miliona fizyków jądrowych i neurochirurgów z Bliskiego Wschodu,” o reszcie nie wspomnę.
    Hahahahaha ,dawno się tak nie uśmiałem.
    Zważ ,że Gospodarz, jak na razie nie zbłaźnił się niczym w tym temacie i należy liczyć ,że czymś nas korzystnie zaskoczy!?

  78. Optymatyk 21 czerwca o godz. 18:57 13952
    Oby nie okazał się on być Cucumber-bis. 😉 Ale niech nas korzystnie zaskoczy. Na POczątek POdsuwam mu więc poniższe pomysły:
    – Budowa przez miasto mieszkań – zarówno na sprzedaż i na wynajęcie i to w różnym standardzie, aby ograniczyć zyski spekulantów i tzw. deweloperów oraz pomoc Warszawiakom, szczególnie młodym, znaleźć swój własny kąt;
    – Dokończenie obwodnicy;
    – Otwarcie sieci niekomercyjnych miejskich sklepów spożywczych, odzieżowych i meblarskich oraz AGD, aby ograniczyć zyski zachodnich sieci supermarketów;
    – Usuniecie wielkich ciężarówek (tzw. TIRy) z Trasy Toruńskiej i generalnie z Warszawy;
    – Ucywilizowanie bazarów – na początek może tego obok mnie, czyli na Broniewskiego (ten częściowo spalony);
    – Uporządkowanie nazw ulic – usuniecie kontrowersyjnych patronów takich jak Piłsudski i inni sanacyjni dygnitarze, Wojtyła i inni carowie i książęta kościoła rzymskiego, żołnierzy przeklętych, ugrupowań AK (wystarczy Aleja AK zamiast np. Alei JP2) etc.;
    – Budowa parkingów podziemnych i usunięcie parkingów naziemnych z takich placów jak Teatralny, Bankowy, Konstytucji czy Defilad;
    – Uporządkowanie Placu Defilad – najlepiej zrobić tam Park Centralny;
    – Uprządkowanie dworców autobusowych a szczególne Zachodniego;
    – Wycofanie autobusów podmiejskich (głownie prywatnych) z centrum i uporządkowanie ich taboru oraz numeracji linii i opłat za ich usługi (włączenie do systemu transportu miejskiego);
    – Oczyścić fasadę PKiN;
    – Wprowadzić na nowo trolejbusy do Warszawy, ale nowoczesne, które mogą przejechać co najmniej kilka kilometrów na akumulatorach albo (super)kondensatorach;
    – Wybudować więcej linii tramwajowych (na Wilanów, Ursynów, do Piaseczna, na Gocław, wzdłuż ul. Modlińskiej etc.) a na istniejących wprowadzić priorytet dla tramwajów, co zrobiłoby z nich Szybki Tramwaj Miejski czyli takie mini metro;
    – Metro poza śródmieściem prowadzić w wykopach albo na wiaduktach (olbrzymie oszczędności) oraz zintegrować je z siecią kolei podmiejskich, na wzór np. Londynu;
    – Odbudować (jako oczywiście elektryczne) kolejki podmiejskie w kierunku Jabłonny i Legionowa (albo przedłużyć tam tramwaj), Marek (albo przedłużyć tam tramwaj), Otwocka (ale nad Wisłą, aby nie dublować SKM), Piaseczna, Grójca i Góry Kalwarii (z końcowej stacji metra na Ursynowie) i Łomianek (ze stacji metra Młociny);
    – WKD przedłużyć do stacji PKP w Grodzisku i Milanówku oraz do Raszyna.
    Pozdrawiam
    LK

  79. @jakowlski
    Jako że nie jestem z Warszawy a wiem ,że myślisz racjonalnie, popieram w całości Twoje sugestie.
    Dodam tylko od siebie , aby nie ważyli się ruszać PKiN , ma stać tam gdzie jest, po wsze czasy (bez imienia), jak piramidy. Budowla nikomu nic nie jest winna.

  80. Optymatyk,
    Obawiam się, że Pan Minister wystartuje z programem, który da mu taki odsetek głosów jak Pani Ogórek… Tragedią lewicy, zresztą nie tylko polskiej, jest to, że zdradzili oni interesy ludzi pracy a popierać wąskie, partykularne interesy mniejszości seksualnych, pseudoekologów i zwolenników ratowania III świata poprzez zrobienie III świata z I świata.
    Pozdrawiam
    LK